Reklama

Zaklęty krąg

Z Januszem Jankowiakiem, głównym ekonomistą BRE Banku, rozmawia Jacek Sobala

Publikacja: 17.09.2003 11:33

Najnowszy sondaż CBOS-u pokazuje, że trzy czwarte rodaków jest niezadowolonych z demokracji. No bo jak długo Polska wytrzyma bez radykalnej reformy finansów? Na czym, według Pana, powinna polegać zmiana reguł konstruowania budżetu w Polsce?

Od wielu lat mamy do czynienia z tym samym problemem: wydatki są zupełnie niezależne od sytuacji dochodów budżetu. Dochody budżetu, jak wiadomo, są dosyć cykliczne, podlegają wahaniom w zależności od tego, czy gospodarka rozwija się szybciej czy wolniej. A wydatki mamy generowane przez cykl polityczny, tzn. nie biorą pod uwagę w ogóle tego, co dzieje po tej stronie istotnej, czyli po stronie możliwości zebrania pieniędzy od podatników.

Obiecujemy coraz więcej. Każdy minister finansów, który staje przed jakimś problemem, używa takiego hasła-klucza, że trzeba zwiększyć ściągalność podatków. Ale tak serio mówiąc - skąd brać pieniądze na rozwój?

Jeżeli się spojrzy na strukturę naszego budżetu, to widać, że jest tam w tej chwili około 66% wydatków determinowanych przez obligatoryjne, nałożone na rząd obowiązki. Są to tak zwane wydatki sztywne, takie, w których pole manewru nie istnieje. Gdyby ktoś chciał tutaj coś zrobić, np. zaoszczędzić, to natychmiast włącza się sąd. Mieliśmy zresztą już z tym do czynienia. Do tej pory płacimy słynne rekompensaty.

A czy jest jakaś szansa, aby wybrnąć z tej sytuacji?

Reklama
Reklama

Mnie się wydaje, że taką szansę mamy już od dobrych trzech lat, kiedy minister Bauc pokazał skalę ewentualnych ubytków w budżecie, tzw. dziurę. Problem, co z tym zrobić, już wtedy był jasny. W warunkach niskiej inflacji, w warunkach korzystnych, jak się wydawało, dla odejścia od wielu waloryzacji, indeksacji, świadczeń. Trzeba było po prostu - biorąc pod uwagę automatyczny dramatyzm sytuacji - skorzystać z tego i przerwać tę automatyczną indeksację. Polski nie stać na to, żeby 20% dochodu narodowego brutto przeznaczać na transfery socjalne. I w tej sprawie, z przykrością stwierdzam, od tych trzech lat nic się nie dzieje. Jeżeli spojrzymy na projekt budżetu na rok 2004, to zobaczymy, że nawet tam - kiedy świadomość tego, że sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna - w dalszym ciągu mamy do czynienia z waloryzacją, indeksacją świadczeń, transferów socjalnych, znacznie przekraczającą poziom prognozowanej inflacji. I dochodzi do sytuacji, w której płace w sferze realnej w prywatnej części gospodarki, nawet spadają, podczas gdy transfery socjalne, czyli to, co jest płacone z budżetu rośnie.

Jakie w tej sytuacji powinny być główne źródła dopływu środków publicznych na cele rozwojowe, gdzie ich szukać?

Trzeba zdecydowanie zmniejszyć część wydatków sztywnych na rzecz wydatków inwestycyjnych.

Bez krzyku to jest niemożliwe.

Trzeba zdobyć się na odwagę i zaproponować szereg posunięć, które będą uważane za społecznie niepopularne.

Co na przykład Pan by w tej chwili zrobił? Co Pan zaproponowałby rządowi?

Reklama
Reklama

W czterech pozycjach polskiego budżetu jest około 60 mld złotych - są to sławny Narodowy Fundusz Ochrony Zdrowia, Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego - słynny KRUS, Fundusz Pracy i Fundusz Rentowy. W Polsce, o czym nie wszyscy wiedzą, jest o milion więcej rencistów, niż wynosi średnia dla krajów OECD. To nie znaczy, że to my jesteśmy jakoś wyjątkowo słabowitym narodem pod względem zdrowotnym, to znaczy tylko...

To znaczy, że jesteśmy "przedsiębiorczy".

Dokładnie tak. Wie pan, jeżeli ktoś powie, że wśród tych czterech pozycji na 60 miliardów nie da się dokonać 10-proc. oszczędności, które dają 6 miliardów złotych, no to cóż ja mogę na to powiedzieć.

Pewnie da się, tylko to jest polityczne samobójstwo. Bo wiadomo, że jeżeli przy tym, co się dzieje na Śląsku, przy tych protestach, które są w tej chwili, myślę o górnikach, rząd zdecyduje się dotknąć KRUS-u, no to dołączą się do tych protestów rolnicy itd., itd. Jak przerwać ten krąg? Prof. Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta, twierdzi, że nie możemy z tego zNie możemy, bo nie ma po prostu takiej woli. Nie ma odwagi. A fakty są przerażające, dlatego że najbardziej protestują - wspomniane przez pana górnictwo, rolnictwo - dziedziny, które są wyjątkowo uprzywilejowane w polskiej gospodarce. Płace w górnictwie w II kwartale tego roku wzrosły o 6,8%, podczas gdy w sektorze prywatnym spadły i fundusz płac tam się kształtuje poniżej inflacji. Rolnicy to grupa dwóch milionów ludzi w Polsce, którzy w dalszym ciągu są wyjęci spod zasad powszechnego opodatkowania. Rząd w ramach kompromisu zawartego z Komisją Trójstronną, z pracodawcami i z pracobiorcami, ze związkami zawodowymi, postanowił za cenę przejęcia KRUS-u przez Fundusz Ubezpieczeń Społecznych wyłączyć unijne transfery z funduszy strukturalnych z opodatkowania. W dalszym ciągu mamy więc do czynienia z mnożeniem przywilejów dla pewnej kategorii obywateli. I to jest dokładnie ten zaklęty krąg.

(skrót rozmowy przeprowadzonej

wczoraj w Radiu PiN)

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama