Najnowszy sondaż CBOS-u pokazuje, że trzy czwarte rodaków jest niezadowolonych z demokracji. No bo jak długo Polska wytrzyma bez radykalnej reformy finansów? Na czym, według Pana, powinna polegać zmiana reguł konstruowania budżetu w Polsce?
Od wielu lat mamy do czynienia z tym samym problemem: wydatki są zupełnie niezależne od sytuacji dochodów budżetu. Dochody budżetu, jak wiadomo, są dosyć cykliczne, podlegają wahaniom w zależności od tego, czy gospodarka rozwija się szybciej czy wolniej. A wydatki mamy generowane przez cykl polityczny, tzn. nie biorą pod uwagę w ogóle tego, co dzieje po tej stronie istotnej, czyli po stronie możliwości zebrania pieniędzy od podatników.
Obiecujemy coraz więcej. Każdy minister finansów, który staje przed jakimś problemem, używa takiego hasła-klucza, że trzeba zwiększyć ściągalność podatków. Ale tak serio mówiąc - skąd brać pieniądze na rozwój?
Jeżeli się spojrzy na strukturę naszego budżetu, to widać, że jest tam w tej chwili około 66% wydatków determinowanych przez obligatoryjne, nałożone na rząd obowiązki. Są to tak zwane wydatki sztywne, takie, w których pole manewru nie istnieje. Gdyby ktoś chciał tutaj coś zrobić, np. zaoszczędzić, to natychmiast włącza się sąd. Mieliśmy zresztą już z tym do czynienia. Do tej pory płacimy słynne rekompensaty.
A czy jest jakaś szansa, aby wybrnąć z tej sytuacji?