Afera związana z wynagrodzeniem dyrektora generalnego Aholda wybuchła na początku września. Holendrzy dowiedzieli się, że szef przeżywającej trudności spółki (w USA jest ona oskarżona o manipulacje księgowe i zawyżenie zysków) otrzyma specjalną premię w gotówce w wysokości 3 mln euro w ciągu pierwszych dwóch lat zarządzania Aholdem. Anders Moberg objął funkcję dyrektora generalnego firmy we wrześniu ub.r., przenosząc się ze szwedzkiej Ikei.

Holenderskie media okrzyknęły aferę związaną z zarobkami prezesa Aholda podobną do sprawy dotyczącej zarobków szefa giełdy nowojorskiej, która elektryzuje obecnie opinię publiczną w Stanach Zjednoczonych. Premier Holandii - Jan Peter Balkenende - powiedział we wtorek, że sprawa wynagrodzeń w Aholdzie daje zły przykład innym spółkom z tego kraju. Prezes rady nadzorczej koncernu Henny de Ruiter zapowiedział, że poda się do dymisji podczas najbliższego zgromadzenia akcjonariuszy.

W takich okolicznościach A. Moberg poinformował wczoraj, że zrzeka się obiecanej premii oraz specjalnego pakietu emerytalnego. Stało się tak przede wszystkim pod wpływem reakcji samych Holendrów, którzy od kilku dni omijali sklepy należące do koncernu, działające pod takimi markami, jak Albert Heijn czy Stop & Shop.

Rynek docenił krok szefa Aholda. Akcje potentata branży detalicznej zdrożały wczoraj na giełdzie amsterdamskiej o 3%.