Grasso ustąpił ze stanowiska w minionym tygodniu po trwającym wiele tygodni skandalu dotyczącym jego zarobków. NYSE znalazła się ostatnio w ogniu krytyki z powodu nieprzejrzystych metod zarządzania. Tymczasowy prezes, który przebywał w chwili nominacji na wakacjach we Francji, powiedział dziennikarzom, że jednym z pierwszych priorytetów będzie dla niego poprawa mechanizmów zarządzania giełdą. Nie chciał jednak komentować kwestii zarobków Grasso, ograniczając się jedynie do twierdzenia, iż była to "sprawa, która nikomu nie pomogła". Reed ma zacząć kierować giełdą od 30 września.
Reed dość niespodziewanie znalazł się na pierwszym miejscu na liście kilkunastu kandydatów do objęcia kierownictwa nad giełdą. Zaskoczeniem było także stosunkowo szybkie ogłoszenie nominacji - utworzona przez zarząd NYSE komisja uformowała się w miniony piątek. Przedtem co najmniej czterech obecnych członków zarządu giełdy odrzuciło ofertę objęcia tymczasowej prezesury.
John Reed był do 2000 r. współprezesem Citigroup, ale ostatecznie przegrał walkę o kontrolę nad grupą finansową z Sanfordem I. Weillem. Przed fuzją Citicorp z Travelers Group w 1998 r. kierował tą pierwszą instytucją w latach 1984-1998. Z Citibankiem był zresztą związany od 1965 r.
Obserwatorzy podkreślają, że Reeda czeka trudne zadanie. Skandal związany z osobą Grasso, którego zarobki rozrosły się do 140 milionów dolarów rocznie, skompromitował dotychczasowy system zarządzania giełdą. W pierwszych komentarzach nominację Reeda interpretuje się jako przyzwolenie obecnego zarządu NYSE na wprowadzenie głębokich reform.
Nominację Reeda przyjął także entuzjastycznie William Donaldson, prezes Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Określił Reeda jako człowieka "niezależnego, doświadczonego i o nieposzlakowanych referencjach". Opinia była o tyle ważna, bo Donaldson uchodził do tej pory za jednego z najbardziej zagorzałych krytyków NYSE.