Środowa sesja na warszawskiej giełdzie przyniosła spore zaskoczenie dla inwestorów oczekujących dynamicznego i wyraźnego odbicia rynku w górę. Początek sesji rzeczywiście przebiegał pod znakiem wzmożonych zakupów, a popyt nie koncentrował się na jednym czy dwóch walorach, ale dotyczył większości papierów z portfela WIG20. Jednak już niewielki wzrost cen uaktywnił drzemiącą podaż, która skutecznie powstrzymała zwyżki, a w drugiej części dnia sprowadziła rynek z powrotem w dół poniżej poziomu otwarcia.

Oczekiwanie na wystąpienie korekty wzrostowej właśnie w miejscu, gdzie zaczęła się ona we wtorek (1479 pkt dla indeksu WIG 20), wydaje się w pełni uzasadnione. Tu bowiem rynek posiada bardzo silne wsparcie, w postaci wierzchołka ze stycznia 2002 r., gdzie powstrzymane zostały, trwające od 2 września zniżki. Obecnie oczekiwać można wystąpienia wzrostowej ?trójki? korygującej ruch w dół, który obniżył wartość indeksu aż o 263 pkt. Gdyby kierować się zniesieniami Fibonacciego, można wyznaczyć zasięg obecnego ruchu wzrostowego na ok. 1575 pkt. Aby jednak rynek był w stanie tam dotrzeć, niezbędne wydaje się powstrzymanie spadków na rynku niemieckim i amerykańskim, gdzie korekta spadkowa wydaje się przybierać na sile. Jeśli indeks S&P 500 zdoła na trwałe powrócić poniżej pułapu 1015 pkt, można oczekiwać rychłego powrotu spadków także na nasz rynek. Korekta wzrostowa po ostatnich spadkach skrócona zostanie do wersji minimum.

Nastroje panujące na lokalnym parkiecie wydają się zmieniać każdego dnia na coraz gorsze. Coraz większa staje się bowiem skłonność do pozbywania się akcji, co jeszcze przed dwoma tygodniami, na początku zniżek, nie było powszechne. To właśnie podaż pochodząca od inwestorów, którzy nie zamknęli dotychczas długich pozycji (tak w akcjach jak i futures) po wrześniowym wierzchołku (jest takich sporo), powstrzymywać będzie indeks WIG20 przed większym odbiciem w górę. Następnie może stać się akceleratorem następnego impulsu spadkowego.