Przygotowanie Ustawy o wolności gospodarczej, która ma zastąpić obowiązującą Ustawę o działalności gospodarczej, wicepremier i minister gospodarki Jerzy Hausner zapowiadał już kilka miesięcy temu. Zgodnie z jego założeniami, ma ona nawiązywać do obowiązującego w polskiej gospodarce na początku lat 90-tych prawa, przygotowanego jeszcze przez ministra przemysłu Mieczysława Wilczka. Hołdowało ono zasadzie, że nic co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone. Dzięki temu w krótkim czasie polscy przedsiębiorcy utworzyli kilka milionów nowych miejsc pracy, wchłaniając w ten sposób ludzi masowo zwalnianych z bankrutujących państwowych molochów.
Łatwiejsza rejestracja
Projekt nowej ustawy zawiera kilka zmian ? jeżeli nie rewolucyjnych, to na pewno co najmniej reformatorskich. Pierwsza, która się nasuwa, to ułatwienie w zakładaniu firm. Wszystkie formalności, związane z rejestracją jednoosobowej działalności gospodarczej czy spółki, mają odbywać się w jednym urzędzie. W przypadku małych firm będzie to urząd gminy, którego pracownicy, po przyjęciu odpowiednich dokumentów, sami zadbają o odpowiednie zgłoszenia w GUS, ZUS czy urzędzie skarbowym. Przedsiębiorca nie będzie musiał już tych instytucji odwiedzać. Rozwiązanie takie ma skrócić średni czas uruchomienia działalności gospodarczej, który teraz wynosi ponad 30 dni, a nieraz nawet kilka miesięcy. W przyszłości wszystkie zgłoszenia mają być przesyłane drogą elektroniczną, dzięki czemu wydanie dokumentów będzie odbywać się niemal od ręki.
Dodatkowe ułatwienie spotka przedsiębiorców za trzy lata. Wówczas kilka numerów, jakimi teraz posługują się przedsiębiorcy, czyli np. NIP, Regon itp., zostanie zastąpionych jednym, wspólnym dla wszystkich instytucji numerem, którym będzie NIP. To znakomicie ułatwi życie firmom, które co miesiąc muszą wypełniać mnóstwo kwitów. Wprowadzenie jednego numeru umożliwi bowiem skrócenie i uproszczenie formularzy podatkowych i ZUS-owskich.
Mniej kontroli