Reklama

Niebezpieczny słaby dolar

Wysiłki prezydenta Busha, zmierzające do zwiększenia eksportu i liczby miejsc pracy poprzez osłabienie dolara mogą okazać się szkodliwe dla amerykańskiej gospodarki. A to może zahamować wzrost również w innych krajach.

Publikacja: 30.09.2003 10:05

Wielu ekonomistów dostrzega ryzyko, że straty wynikłe ze zmiany kursów walutowych mogą zniechęcić międzynarodowych inwestorów do kupowania amerykańskich obligacji. A to spowodowałoby podniesienie kosztów kredytów zaciąganych na zakup domów i samochodów i zmniejszyło wydatki konsumpcyjne w USA.

Sekretarz skarbu John Snow od dawna zabiegał o uelastycznienie kursów walutowych, tak by wynikały one wyłącznie z sytuacji na rynku. Chodziło mu przede wszystkim o to, by Japonia i Chiny zaniechały interwencji mających na celu utrzymywanie niskiego kursu ich pieniądza. Bank centralny Japonii często bowiem kupował dolary za jeny, a Chiny zapobiegały umacnianiu się juana wobec dolara, utrzymując sztywny kurs swojej waluty w stosunku do amerykańskiej. W oświadczeniu przyjętym w minionym tygodniu w Dubaju przez ministrów finansów siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw znalazło się wezwanie do uelastycznienia kursów. Od tego czasu jen zdrożał do dolara o 2%, a euro zyskało 0,8%.

Europejski inwestor musiał przed rokiem wymienić 1023 euro, żeby za 1 tys. dolarów kupić amerykańskie aktywa. Teraz może dostać za nie 870 euro. W Japonii inwestor przed rokiem płacił 122 tys. jenów za 1 tys. USD, a teraz ma z tego 111 tys. jenów. Natomiast Stany Zjednoczone coraz bardziej uzależnione są od tego, czy zagraniczni inwestorzy sfinansują ich stale powiększające się deficyty budżetowy i handlowy.

Rekordowe zadłużenie USA

W kończącym się dzisiaj roku finansowym deficyt budżetowy USA sięgnie ok. 455 mld USD. Deficyt handlowy w II kw. osiągnął rekordową wysokość 138,7 mld USD, a więc 5,1% produktu krajowego brutto. Eksport stanowi 10% amerykańskiej gospodarki.

Reklama
Reklama

Inwestorzy z Japonii, Chin i innych krajów kupili trzy czwarte amerykańskich obligacji skarbowych wyemitowanych w minionym roku. W II półroczu USA będą musiały sprzedać obligacje aż za 230 mld USD, aby sfinansować deficyt budżetowy, który w rozpoczynającym się jutro roku finansowym może sięgnąć aż 600 mld USD. Barclays obliczył, że w całym tym okresie USA będą musiały wyemitować papiery wartościowe aż za 940 mld USD, by sfinansować 493 mld USD długu i pozyskać 447 mld USD gotówki. Skierowanie na rynek tak olbrzymiego długu, równego połowie produktu krajowego brutto Chin, może zmusić Departament Skarbu do podniesienia rentowności tych papierów, aby zagraniczni inwestorzy nadal chcieli je kupować.

Europejscy i japońscy

eksporterzy więcej stracą

Poza tym wcale nie jest pewne, czy Japonia i Europa chętniej będą kupowały amerykańskie maszyny, samochody czy chemikalia tylko dlatego, że w wyniku osłabienia dolara staną się one dla nich tańsze. Europejska gospodarka już odnotowała stagnację w wyniku wzrostu kursu euro wobec dolara o 24% w ciągu ostatnich 16 miesięcy. Silniejsze euro zaszkodzi największym europejskim spółkom, dla których eksport do USA stanowi znaczącą część ich sprzedaży.

Na przykład największy na świecie producent chemikaliów, niemiecki BASF, pozyskał w ub.r. 8 mld euro z rynku amerykańskiego, a jego ogólne przychody wyniosły 32 mld euro. W krajach basenu Pacyfiku, włącznie z Chinami i Japonią, BASF sprzedał swoje towary za 5 mld euro. Od czasu opublikowania ostatniego oświadczenia ministrów finansów krajów G-7 kurs akcji BASF spadł o 7,2%. Royal Philips Electronics, największy w Europie producent konsumpcyjnych wyrobów elektronicznych, jedną trzecią przychodów pozyskuje z rynku północnoamerykańskiego. Papiery spółki straciły w ciągu tygodnia 10,5%.

Japonia, której gospodarka jest mniejsza niż przed sześciu laty, może nie być w stanie wchłonąć amerykańskiego eksportu, nawet gdy będzie tańszy, gdyż spadek jej własnego eksportu w wyniku osłabienia dolara może ponownie zepchnąć ten kraj w recesję. - O ile jeszcze w trzecim kwartale japoński eksport walnie przyczyni się do przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego, to silniejszy jen odwróci te tendencje już w czwartym kwartale - uważa Takuji Aida, starszy ekonomista w Merrill Lynch Japan Securities. W najbliższych dwóch kwartałach Aida prognozuje ponowną recesję japońskiej gospodarki. Dalsze umacnianie się jena do dolara może też zniweczyć wysiłki japońskiego rządu w jego walce z deflacją, która ogranicza wydatki konsumpcyjne, gdyż potencjalni klienci wstrzymują się z zakupami, czekając na dalsze spadki cen.

Reklama
Reklama

Ministrowie

uspokajają nastroje

Sprawcy ostatniego zamieszania na rynku walutowym, a więc ministrowie finansów Japonii, Chin i USA, wydają oświadczenia, mające uspokoić nastroje. Chiński minister Jin Renging powiedział, że sztywny kurs juana "sprzyja stabilnemu rozwojowi gospodarczemu i finansowemu nie tylko w Chinach, ale także w rejonie i na całym świecie". Gubernator japońskiego banku centralnego wyraził nadzieję, że kraje G-7 zapobiegną zbyt szybkiej aprecjacji jena. Z kolei Stany Zjednoczone zaprzeczają, jakoby z premedytacją nalegały na osłabienie dolara. Sekretarz skarbu John Snow podkreśla, że oświadczenie z Dubaju ma na celu przyspieszenie wzrostu gospodarczego u największych partnerów handlowych USA.

Stany Zjednoczone po raz ostatni interweniowały na rynku walutowym 22 września 2000 r., kiedy sprzedawały dolary, osłabiając ich kurs wobec euro, zresztą na prośbę krajów europejskich. USA po raz ostatni kupowały dolary w 1995 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama