Wielu ekonomistów dostrzega ryzyko, że straty wynikłe ze zmiany kursów walutowych mogą zniechęcić międzynarodowych inwestorów do kupowania amerykańskich obligacji. A to spowodowałoby podniesienie kosztów kredytów zaciąganych na zakup domów i samochodów i zmniejszyło wydatki konsumpcyjne w USA.
Sekretarz skarbu John Snow od dawna zabiegał o uelastycznienie kursów walutowych, tak by wynikały one wyłącznie z sytuacji na rynku. Chodziło mu przede wszystkim o to, by Japonia i Chiny zaniechały interwencji mających na celu utrzymywanie niskiego kursu ich pieniądza. Bank centralny Japonii często bowiem kupował dolary za jeny, a Chiny zapobiegały umacnianiu się juana wobec dolara, utrzymując sztywny kurs swojej waluty w stosunku do amerykańskiej. W oświadczeniu przyjętym w minionym tygodniu w Dubaju przez ministrów finansów siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw znalazło się wezwanie do uelastycznienia kursów. Od tego czasu jen zdrożał do dolara o 2%, a euro zyskało 0,8%.
Europejski inwestor musiał przed rokiem wymienić 1023 euro, żeby za 1 tys. dolarów kupić amerykańskie aktywa. Teraz może dostać za nie 870 euro. W Japonii inwestor przed rokiem płacił 122 tys. jenów za 1 tys. USD, a teraz ma z tego 111 tys. jenów. Natomiast Stany Zjednoczone coraz bardziej uzależnione są od tego, czy zagraniczni inwestorzy sfinansują ich stale powiększające się deficyty budżetowy i handlowy.
Rekordowe zadłużenie USA
W kończącym się dzisiaj roku finansowym deficyt budżetowy USA sięgnie ok. 455 mld USD. Deficyt handlowy w II kw. osiągnął rekordową wysokość 138,7 mld USD, a więc 5,1% produktu krajowego brutto. Eksport stanowi 10% amerykańskiej gospodarki.