Reklama

Czy reasekuracja będzie droższa?

Reasekuracja, czyli ochrona, jaką obejmowane są portfele towarzystw asekuracyjnych, jest niezwykle ważnym elementem bezpieczeństwa finansowego sektora ubezpieczeniowego. Zapewnia niezbędne rozproszenie ryzyka w taki sposób, że wielkie katastrofy, np. powodzie i huragany czy awarie w wielkich zakładach przemysłowych, nie powodują bankructwa zakładów ubezpieczeń, a poszkodowani otrzymują należne świadczenia.

Publikacja: 04.10.2003 11:15

Jeszcze do niedawna współpraca krajowych zakładów z reasekuratorami była niezwykle korzystna finansowo dla polskiego systemu finansowego.

Koniec roku to okres, w którym krajowe zakłady ubezpieczeń dokonują odnowień umów reasekuracyjnych. Reasekuracja bierna, czyli ochrona portfeli krajowych ubezpieczycieli, odgrywa bardzo ważną rolę w utrzymaniu ich bezpieczeństwa finansowego. Z związku z ciągle niskimi kapitałami własnymi krajowych firm (wyjątkiem jest PZU, które dysponując dużymi środkami własnymi ograniczało do tej pory poziom reasekuracji) duża szkoda jednostkowa (np. katastrofa technologiczna w dużym zakładzie przemysłowym) albo duża liczba małych szkód mogą spowodować problemy z wypłacalnością. Aby temu zapobiec, towarzystwa przenoszą częściowo ryzyko na reasekuratorów, przekazując im jednocześnie część pobranych składek W zamian reasekuratorzy partycypują w odszkodowaniach oraz wypłacają prowizje i zyski z zainwestowanych pieniędzy.

Dwie tury negocjacji

Do pierwszej tury spotkań przedstawicieli krajowych firm z ich partnerami reasekuracyjnymi dochodzi zazwyczaj w połowie września w Monte Carlo. W ciągu kilku dni wstępnych negocjacji strony zapoznają się z warunkami, na jakich chciałyby, aby zostały odnowione umowy o współpracy. Potem następuje kilka tygodni przerwy, w trakcie której zarządy zakładów ubezpieczeń analizują przedstawione przez reasekuratorów warunki odnowień. Zgodnie z ustalonym od wielu lat kalendarzem, do właściwych negocjacji dochodzi zwykle miesiąc później (najczęściej pod koniec października) w Baden--Baden. Już dzisiaj wiadomo jednak, że w tym roku nie będą one łatwe. Pierwsze sygnały, napływające z krajowych firm po spotkaniu w Monte Carlo, wskazują, że może być bardzo trudno uzyskać satysfakcjonujące warunki. Okazuje się, że reasekuratorzy kolejny rok z rzędu chcą znacznie zaostrzyć wymagania, po spełnieniu których mogą przyjąć do ochrony portfele ubezpieczeniowe działających u nas firm, ponadto zwiększyli, i to znacznie ceny za taką ochronę. Jest to o tyle trudne do przyjęcia, że zakłady ubezpieczeń, które w ciągu ostatniego roku znacznie poprawiły tzw. szkodowość swoich portfeli, liczyły w tym roku na lepsze traktowanie. Nic z tego. Okazuje się, że reasekuratorzy nie widzą możliwości obniżenia stawek ani złagodzenia warunków zawieranych umów. Przeciwnie, np. Munich Re wyraźnie zapowiedział skupienie się na "przejrzystości" przyjmowanych do ochrony portfeli, a nawet zaostrzenie wymagań wobec firm, które udostępnią mu pełne dane o zawieranych umowach bezpośrednich.

Problem z ratingami

Reklama
Reklama

Zaostrzenie warunków przyjmowania przez reasekuratorów ryzyka od zakładów zbiegło się ze znaczącym obniżeniem ratingów tych firm przez czołowe agencje. Dotyczy to praktycznie wszystkich reasekuratorów, w tym uznawanych do tej pory za światowe potęgi: niemieckiego Munich Re i szwajcarskiego Swiss Re. Na przykład renomowana Agencja Standard&Poors obniżyła rating niemieckiej firmy z AAA do A+, a szwajcarskiej z AAA do AA. Ma to przede wszystkim związek z ogromnymi stratami, jakie reasekuratorzy ponieśli, wypłacając odszkodowania po atakach na nowojorskie wieże WTC oraz w wyniku odpisów inwestycyjnych po gwałtownych przecenach akcji na światowych giełdach. Oceny obniżono również francuskiemu Scor (z AA- do BBB+), GE Global/ERC (z AAA do A+), Converium (z A+ do A), Partner Re (z AA do AA-) czy Everest Re - z AA do AA-. Ratingi utrzymano natomiast dla Berkshire/General Re (AAA), XL Re (AA), AXA Re (AA) czy Transatlantic Re (AA). Towarzystwa ubezpieczeniowe znalazły się więc w nie lada kłopocie. Zgodnie z wewnętrznymi standardami, a także z zaleceniami nadzoru nie powinny bowiem podpisywać umów z reasekuratorami, którzy nie mają odpowiednio wysokich ratingów. Skoro obniżki dotknęły bowiem nawet potentatów branży, to nikt nie jest w stanie zagwarantować, że oceny zostaną utrzymane. Część towarzystw zgłosiła więc postulat wprowadzenia do wznawianych umów reasekuracyjnych specjalnych klauzul, które zezwalałyby na zerwanie kontraktu, jeśli rating spadnie poniżej zapisanego poziomu. Inne liczyły na uzyskanie wyższej niż standardowa prowizji. Okazuje się, że nic z tego. Reasekuratorzy z kolei przystąpili do ataku, podważając oceny wystawione im przez agencje ratingowe. Towarzystwa mają coraz węższe pole manewru, bo w wyniku wydarzeń z 11 września 2001 r. część reasekuratorów zaprzestała działalności, przez co zmniejszeniu uległa liczba potencjalnych partnerów.

Saldo się pogarsza

Zaostrzenie warunków, na jakich zawierane są kontrakty reasekuracyjne, nie pozostaje bez wpływu na wyniki polskich firm ubezpieczeniowych. Jeszcze do niedawna ochrona, jaką udzielali krajowym zakładom ubezpieczeń światowi reasekuratorzy, była niezwykle korzystna finansowo. Z danych nadzoru wynika, że do 2000 r. saldo reasekuracji biernej (a więc różnica pomiędzy tym, co polskie firmy wpłacają do kasy reasekuratorów, a tym, co otrzymują z powrotem), wynosiła blisko 670 mln zł na plus. Niestety w ciągu ostatnich dwóch lat cena takiej ochrony wzrosła. Z danych nadzoru wynika, że na koniec 2001 r. polskie firmy przekazały firmom reasekuracyjnym o 139,4 mln zł więcej. W ub.r. saldo reasekuracji wyniosło już minus 567,3 mln zł. Oznacza to jego pogorszenie o 428 mln zł w porównaniu z 2001 r. Największy wpływ na to miały niższe o 289 mln zł prowizje wypłacane przez reasekuratorów. Szczegółowe dane za br. ze zrozumiałych względów nie są jeszcze znane, choć nieoficjalnie wiadomo, że warunki są równie trudne jak przed rokiem. Nie sposób również oszacować, jak przewidywane zaostrzenie warunków reasekuracji wpłynie na wyniki osiągane przez krajowe firmy w 2004 r. - wiele zależy od warunków wynegocjowanych kontraktów, a także, od tego czy wystąpią duże szkody.

Ceny mogą wzrosnąć

Zdaniem analityków z agencji ratingowej Fitch, w przyszłym roku ceny za reasekurację wzrosną średnio od 10% do15%. Oczywiście, podwyżki nie zostaną w pełni przerzucone na barki klientów. Po pierwsze, wiele zależy od warunków uzyskanych w ramach negocjacji. Ponadto część z działających u nas firm jest członkami międzynarodowych grup ubezpieczeniowych, dzięki czemu mogą one wynegocjować lepsze warunki ofertowe. Jednak wiele wskazuje na to, że pewne zmiany w taryfikacji ryzyka zostaną prawdopodobnie wprowadzone. Dotyczy to głównie dużych kontraktów ubezpieczeniowych, gdzie ochroną obejmowane są obiekty przemysłowe (np. elektrownie, rafinerie), linie energetyczne. Podwyżki można spodziewać się w ubezpieczeniach cargo czy odpowiedzialności cywilnej przewoźnika. Wzrosnąć mogą również ceny polis od skutków powodzi, gdyż reasekuratorzy po ostatnich huraganach w Stanach Zjednoczonych, a wcześniej powodziach w Europie Zachodniej prawdopodobnie podwyższą cenę ochrony tzw. ryzyka katastroficznego. W warunkach ubezpieczenia zapewne pojawi się wyłączenie odpowiedzialności za zniszczenia w wyniku aktów terroru, podobnie jak obecnie wyłączone są szkody wynikające z działań wojennych. Czy wzrosną ceny w ubezpieczeniach masowych lub dla małych i średnich firm? Zdaniem specjalistów, raczej nie. Jeśli już, to zwyżki składek będą raczej niewielkie ze względu na dość znaczne rozproszenie ryzyka (np. w ubezpieczeniach komunikacyjnych) oraz ogromną konkurencję. Spokojnie mogą spać klienci towarzystw ubezpieczeń na życie. Podwyżki im raczej nie grożą, bo reasekuracja to raczej domena ubezpieczeń majątkowych.

Miary reasekuracjiW Polsce zdecydowanie częściej z reasekuracji korzystają towarzystwa ubezpieczeń sprzedające ubezpieczenia majątkowe niż życiowe. Według zaudytowanych danych Urzędu Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, pierwsze z nich przekazały w ub.r. reasekuratorom 2,22 mld zł, drugie zaś 189,7 mln zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 2,92 mld zł oraz 185,9. Podstawowym wskaźnikiem, pokazującym, jaka część składki pozostaje w zakładzie ubezpieczeń po uwzględnieniu udziału reasekuratorów, jest stopa udziału własnego w składce brutto. Potencjalne zaistnienie problemu z reasekuracją pokazują zarówno zbyt wysokie, jak i zbyt niskie wartości tego wskaźnika. Według nadzoru, jeśli w towarzystwach majątkowych stopa udziału własnego w składce brutto oscyluje w granicach 90-95%, oznacza to, że dany zakład jest słabo zabezpieczony przed dużymi szkodami bądź dużą liczbą szkód wywołanych jednym zdarzeniem o wielkości mogącej zagrozić wypłacalności zakładu. Z kolei, jeśli stopa udziału własnego w składce brutto spada poniżej 50%, to może to oznaczać, że dane towarzystwo ubezpieczeniowe nie prowadzi samodzielnej działalności, a jedynie użycza swojego szyldu innej firmie (fronting). Jeśli ubezieczyciel ma podpisaną umowę z dużą zagraniczną grupą finansową, nie ma większych zagrożeń dla wypłat odszkodowań. Jeśli jednak reasekuratorem jest firma słaba lub mało znana, ryzyko takie może wzrosnąć dramatycznie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama