W strategii racjonalizacji wydatków budżetowych wicepremier Jerzy Hausner chwali się dotychczasowymi osiągnięciami w ograniczaniu administracji. Od 2001 roku spadła liczba urzędów centralnych (o 12), agencji (o 5), jednostek organizacyjnych w urzędach wojewódzkich oraz liczba stanowisk kierowniczych (o 18%). Ciąg dalszy - zgodnie z planami J. Hausnera - ma nastąpić od początku 2004 r. Mniejsze będą gabinety polityczne oraz znowu stopnieje liczba stanowisk kierowniczych (łącznie spadek o 65 etatów), zmaleje zatrudnienie w urzędach wojewódzkich (ale od 2005 r.), pod nóż pójdzie kilka agencji (np. Agencja Mienia Wojskowego).
W budżetach po staremu
Zupełnie inaczej jednak wygląda sytuacja w ustawach budżetowych. Według danych o wykonaniu budżetu za rok 2002, liczba etatów w tzw. państwowych jednostkach budżetowych wyniosła 284 tys. Według projektu ustawy budżetowej na 2004 rok - liczba etatów ma wynieść 376 tys., jeśli wierzyć załącznikowi do projektu, lub 394 tys., jeśli wierzyć uzasadnieniu do projektu. Tak czy owak - wzrost sięgnie od 80 do 110 tys.
Koszty rosną
Nie tylko liczba etatów idzie do góry. Także wydatki na osoby zatrudnione w jednostkach budżetowych rosną. I tak w roku 2002 wyniosły one 12,6 mld zł. Na rok 2003 zaplanowano już 14,5 mld zł, a na rok 2004 - 15,68 mld zł. To nie wszystko, co państwo wyda na wynagrodzenia. Z jednej strony - w wielu ministerstwach i urzędach centralnych są tzw. środki specjalne, z których wypłacane są premie i nagrody. Z drugiej zaś - kwoty te nie obejmują składek na ubezpieczenia społeczne i Fundusz Pracy. Tylko z powodu obu ostatnich pozycji kwotę wynagrodzeń należy zwiększyć o 2-3 mld zł.