- Plan racjonalizacji wydatków, przygotowany przez wicepremiera Jerzego Hausnera, to najdalej idąca próba reformy finansów publicznych w ostatnich latach - uważa Dariusz Rosati, członek Rady Polityki Pieniężnej. - Nie wiem tylko, dlaczego rząd zwleka z jego wprowadzeniem, główne zmiany zostawiając na rok 2004.
Tymczasem, jak wskazuje D. Rosati, przyszłoroczny budżet przynajmniej na razie pozostał niezmieniony. A to oznacza, że faktyczny deficyt wyniesie ok. 65 mld zł.
- Nawet po odliczeniu wpływów z prywatyzacji oraz środków z Unii Europejskiej pozostanie do sfinansowania ok. 50 mld zł - wylicza D. Rosati. - Może to spowodować osłabienie złotego oraz wzrost rynkowych stóp procentowych. Naszym zdaniem, jest prawie pewne, że w tej sytuacji pod koniec roku dług publiczny przekroczy poziom 55%.
W tej sytuacji musiałaby zostać uruchomiona procedura ostrożnościowa, zapisana w ustawie o finansach publicznych. Zakłada ona konieczność uchwalenia budżetu na rok 2006 z nadwyżką, co spowodowałoby gigantyczne cięcia wydatków oraz znaczny wzrost podatków.
- W tej sytuacji zwlekanie z wprowadzeniem zmian jest działaniem nieracjonalnym - uważa D. Rosati.