Na początku sesji kontraktom udzielił się spory optymizm wywołany mocnym zachowaniem europejskich indeksów. Było to o tyle zaskakujące, że ostatnio rodzimi inwestorzy nie zwracali uwagi na zachodnie parkiety, a wyrocznią był węgierski BUX. Ten natomiast z początku sesji zadomowił się pod piątkowym zamknięciem, sugerując, że zagraniczni inwestorzy nie będą wspierali strony popytowej także na GPW. Ponownie sygnały płynące z Węgier okazały się trafne i wysokie otwarcie na rynku kasowym było najlepszą okazją do pozbycia się akcji.
Skierowanie uwagi inwestorów na zachodnie rynki tłumaczy trochę kalendarz publikacji na ten tydzień. Jeśli spojrzymy na wyjątkowy natłok kwartalnych wyników amerykańskich gigantów (Intel, GM, IBM, czy Nokia) i ważnych danych makroekonomicznych (od środy), to nikt chyba nie ma wątpliwości, że taka wybuchowa mieszanka będzie miała ogólnoświatowe pole rażenia.
Warto na wczorajszej sesji zwrócić uwagę na jeszcze jedno. W pierwszej fazie notowań utrzymywała się konsolidacja, w której prawidłowością było powolne osuwanie, przerywane dynamicznymi wyskokami indeksu, wywołanymi zleceniami kupna na koszyki akcji. Wyraźnie był to arbitraż wykorzystujący dodatnią bazę na kontraktach do zajęcia krótkiej pozycji w kontraktach i szybkiego kupna akcji. W tym nic nadzwyczajnego nie było. Ale jeśli ktoś oglądał podobne "koszykowe" zlecenia sprzedaży w ostatnich dwóch godzinach sesji, to mógł odnieść wrażenie, że komuś pomyliły się kierunki arbitrażu. Wszystko jednak wyjaśniało kilka dużych transakcji otwierania krótkich pozycji w kontraktach około godziny 14.00, które jeszcze przed rozpoczęciem fali spadkowej wielu inwestorów uznało za dziwne. Późniejsze koszyki dołujące rynek dość jasno pokazały, o co chodziło. Normalne? U nas tak.