Mamy kolejny rekord wzrostu trwającego od początku października. Niewiele zapowiadało, że sesja zakończy się na tak wysokim poziomie. Wprawdzie bykom należą się za tę akcję gratulacje, to jednak nie może ujść uwagi fakt, że wczorajsze notowania wyróżniały się niską aktywnością inwestorów, a nie wysoką, jakiej należałoby oczekiwać przy kreśleniu nowego szczytu.

To sprawiało, że niemal do końca sesji pozostawał pewien niesmak. I chyba właśnie dzięki niemu ceny zaszły tak wysoko. To wcale nie jest paradoks. Pamiętać należy, że właśnie wątpliwości co do trwającego ruchu są jego najlepszą pożywką. Wczoraj było ich sporo i efekt widać jak na dłoni. O jakie wątpliwości chodzi? Choćby o to, że po leciutkim wzroście cen zaraz po otwarciu mieliśmy ich spadek potwierdzony przez rosnącą liczbę otwartych pozycji. Ceny spadły pod poziom dwóch dołków z ubiegłego tygodnia, ale nie na tyle mocno, by znaleźć się w zakresie konsolidacji z 7 i 8 października br. Ten poziom okazał się wystarczającym wsparciem. Późniejszy wzrost nie był dynamiczny, a co ważne, odbywał się przy spadającej liczbie otwartych pozycji.

Do ruchów niepotwierdzonych wzrostem LOP podchodzi się zwykle bardzo ostrożnie. Jest to bowiem poważny czynnik zmniejszający ich wiarygodność. Jak widać, wczorajsza zwyżka okazała się jednak spora, i to mimo spadku LOP. Na dodatek przeprowadzono atak na szczyty, który zakończył się naruszeniem oporów. Sytuacja byłaby klarowna, gdyby nie spadający LOP oraz niski obrót na rynku kasowym (w samej końcówce wyraźnie się powiększył). Ten ostatni wynikał w pewnej mierze z wczorajszego debiutu BACA, który już teraz stał się nieformalnym składnikiem indeksu WIG20. Klarowność sytuacji to nie jest jednak zbyt częsty stan na rynku. Trzymajmy się AT. Kolejne rekordy nie pozostawiają wielkiego pola manewru.