Wczorajsza sesja miała dwa oblicza. Utrzymujący się przez większość dnia znaczny wzrost został w końcówce sesji zredukowany o ponad połowę. Z tego względu przełamanie wrześniowego szczytu pozostaje wciąż niepewne. Nie zmienia to faktu, że w średnim terminie wyraźną przewagę mają byki.

Atak na wrześniowy szczyt przy 1741 pkt prawie się powiódł. Bykom wczoraj do pełni szczęścia zabrakło tylko jednej godziny. W końcówce notowań kontrakty straciły blisko 30 pkt, co pozostawiło nie najlepsze wrażenie. Tym bardziej, że ruchowi futures do tegorocznej górki towarzyszył znaczny wzrost liczby otwartych pozycji. Na wszystkich seriach przekroczyła ona 26 tys. Obie strony rynku zmobilizowały znaczne środki do obrony na tym poziomie. Tak duża liczba otwartych pozycji będzie napędzać zmiany cen w chwili, gdy test 1740 pkt zostanie rozstrzygnięty.

Napływowi kapitału towarzyszy spory optymizm, gdyż inwestorzy decydują się akceptować bazę przekraczającą 35 pkt. Wniosek z tego jest jeden - rynek jest przekonany, że wyjście ponad szczyt z początku września jest przesądzony. Ze względu na to, że w październiku króluje na rynku wzrost, szanse na taki obrót sprawy są, i to dość spore. Sytuacja jednak nie jest ostatecznie przesądzona.

Patrząc jednak na to, jak zdecydowanie niedźwiedzie odepchnęły wczoraj kontrakty od oporu, zajmowanie długich pozycji jest dość ryzykowne. Obecności na rynku nie sprzyja też wysoka zmienność. ATR z 14 sesji wynosi prawie 50 pkt. To oznacza, że otwierając pozycję i trzymając ją przez cały dzień trzeba się liczyć z utratą 500 zł, czyli więcej niż jednej trzeciej depozytu. W takich warunkach kluczem do sukcesu okazuje się odpowiedzialne zarządzanie wielkością otwieranych pozycji.