Reklama

Kłopotliwe prywatyzacje

W Europie Środkowowschodniej większość firm energetycznych czeka na prywatyzację. Największym i najbardziej interesującym rynkiem jest Polska. Co ciekawe, okazuje się, że prywatyzacja energetyki w krajach naszego regionu prawie zawsze wywoływała burze na szczeblu parlamentu. Polska "afera" ze STOEN-em nie jest wyjątkiem.

Publikacja: 18.10.2003 09:26

W krajach nadbałtyckich prywatyzacje kilku spółek zostały wstrzymane na skutek nacisków politycznych. Podobnie jak w Polsce, w Estonii i na Łotwie nie obyło się bez awantur w parlamentach, z prywatyzacją energetyki w tle.

Estoński skandal

prywatyzacyjny

W Estonii, na Łotwie i Litwie łączna moc funkcjonujących elektrowni wynosi 11,3 tys. megawatów. To zaledwie 30% mocy, którą posiadają elektrownie polskie. Mimo że rynek nie jest duży, procesy prywatyzacyjne w tych krajach nie były i nie są proste. Dwa lata temu rząd estoński sprzedał amerykańskiemu NRG Energy 49-proc. pakiet akcji Narva Power Plants, która produkuje 95% energii w Estonii. W jej skład wchodzą dwie elektrownie (Esti i Balti o łącznej mocy 400 tys. MW). Amerykanie zapłacili za spółkę 70,2 mln USD i obiecali zainwestować 200 mln USD. Prywatyzacja odbyła się w atmosferze skandalu. Był na tyle silny, że rząd estoński zdecydował się unieważnić transakcję. Twierdził, że NRG nie przedstawił źródeł finansowania inwestycji. W styczniu ostatecznie wywłaszczono Amerykanów. Ci wystąpili z pozwem do sądu arbitrażowego. Żądali odszkodowania w wysokości100 mln USD. Sprawa trwa. Narva Power Plants została tymczasem wniesiona do nowo powstałej firmy Esti Energy.

Łotwa również wycofała się z koncepcji prywatyzacji największego dystrybutora energii - Latvenergo. Pierwotnie spółka była przeznaczona do prywatyzacji w 2000 roku. Inwestorem miała być firma zagraniczna. Społeczne protesty doprowadziły jednak do wycofania się rządu Łotwy z tej koncepcji, po tym jak pomysł odrzuciła Saeima (łotewski parlament). Prywatyzację postanowiono jednak kontynuować, tym razem poprzez fuzję spółki z estońskim Esti Energy. Argumentowano, że dzięki temu lokalna duża firma z powodzeniem będzie konkurować na wolnym rynku Unii Europejskiej. Po konsultacjach odrzucono jednak i ten pomysł. Rząd tłumaczył się, że Latvaenergo przed prywatyzacją musi zostać zrestrukturyzowana i bardziej wydajna, zwłaszcza w kontekście wejścia do UE w 2004 roku.

Reklama
Reklama

Spośród republik nadbałtyckich sporo sprywatyzowała Litwa. Lietuvos Energija, największy producent energii, jest spółką publiczną, notowaną na giełdzie wileńskiej. Warto dodać, że w jej strukturę wchodzi elektrownia atomowa - Ignalina. Rząd litewski przyjął w tym roku strategię prywatyzacyjną energetyki. Zakłada ona sprzedaż 50,1% akcji elektrowni Możejki oraz dwóch operatorów przesyłu (Rytu Skirstomieji Tinklai i Vakaru Skirstomieji Tinklai). Warto dodać, że Litwa jest krajem, w którym największy na świecie udział w produkcji energii (70%) ma elektrownia atomowa. Unia Europejska naciska jednak litewskie władze, aby elektrownia Ignalina (podobnego typu co Czarnobyl) została zamknięta do 2009 roku.

Czeski CEZ

- regionalny gigant

W Czechach sprywatyzowano już największego producenta energii. Spółka CEZ wytwarza jej ponad 75%. W jej aktywach znajduje się 10 elektrowni, 13 hydroelektrowni, trzy elektrownie wiatrowe, jedna słoneczna i jedna atomowa. To nie wszystko. Spółka ma jeszcze linie przesyłowe średniego i wysokiego napięcia. CEZ jest firmą publiczną, notowaną na praskiej giełdzie. Chce wyjść poza granice Czech, a pierwszą akwizycją może być kupno firmy słowackiej. Rząd Słowacji ogłosił bowiem nowy przetarg na 49% udziałów w głównym producencie prądu Slowenske Elektrarne. Inwestorzy mają do 7 listopada czas na wyrażenie zainteresowania, a do 5 grudnia na złożenie wstępnych ofert. Muszą określić w nich, czy chcą inwestować w całą grupę, czy w część; Bratysława zastanawia się nad wydzieleniem w odrębny podmiot energetyki jądrowej. Do pierwszego przetargu w sierpniu 2002 r. stanęło 8 chętnych. Wśród nich również CEZ.Ukraina - duża,

niesprywatyzowana

W czerwcu 2003 r. prezydent Leonid Kuczma ogłosił program prywatyzacyjny 27 największych regionalnych dystrybutorów energii. Koniec działań wyznaczył na schyłek 2004 r. Obecnie w sześciu firmach zakończono już ten proces. Nie jest znany natomiast program prywatyzacyjny dla samych elektrowni. Państwo poszukuje środków na modernizację infrastruktury.

Reklama
Reklama

Ukraiński sektor energetyczny należy do 12 największych na świecie pod względem mocy produkcyjnych (54 GW). Konsumpcja energii elektrycznej jednak spada. Obecnie wykorzystywane jest 50% mocy produkcyjnych. Połowa wszystkich zakładów to elektrociepłownie, 40% stanowią elektrownie atomowe. Zaledwie 10% energii produkują hydroelektrownie.

Ukraina ma przestarzały system dystrybucji energii elektrycznej. Spora jej część jest marnowana podczas transportu. Dość często dochodzi do przymusowych wyłączeń generatorów atomowych z powodu usterek technicznych.

Rumunia - konieczna

modernizacja

Kilka lat temu Rumunia rozpoczęła restrukturyzację sektora energetycznego. Jednym z pierwszych kroków było podzielenie CONEL?a, energetycznego monopolisty, na cztery odrębne przedsiębiorstwa. Spółka zajmująca się przesyłaniem energii pozostała w rękach państwa. Dystrybutor (Electrica), spółka dostarczająca i produkująca hydroenergię (Hidroelectrica), oraz Termmoelectrica, produkująca i dostarczająca tradycyjną energię, stały się przedsiębiorstwami komercyjnymi.

Rumunia posiada największy sektor energetyczny w Europie Południowowschodniej, którego łączna moc stanowi 22 GW. Niestety, blisko 60% możliwości produkcyjnych tworzą ponad 20-letnie generatory. Podobnie jak na Ukrainie sieć dystrybucji jest przestarzała, 13% energii elektrycznej "ginie", zanim dotrze do odbiorcy.

Reklama
Reklama

Polskie wyhamowanie

Ostatnią prywatyzacją w Polsce była sprzedaż warszawskiego dystrybutora energii STOEN. Od tej pory próbowano sprywatyzować Elektrownię Kozienice, Ostrołękę i Dolną Odrę. Bez powodzenia. Z nieoficjalnych informacji wynika, że ceny oferowane przez potencjalnych inwestorów były za niskie. Nic dziwnego - polskie prawo zmienia się, a inwestorzy zagraniczni, którzy już zainwestowali w firmy energetyczne, nie akceptują zmian, takich jak na przykład wprowadzenie akcyzy na prąd. Inwestorów niepokoi również plan likwidacji kontraktów długoterminowych, jakie elektrownie mają podpisane z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. W ramach umów PSE kupowały od wytwórców energię po określonej cenie. Dlatego inwestorzy, którzy już są w Polsce (EDF, Electrabel, Vattenfall, PSEG), do czasu rozwiązania sprawy KDT wstrzymują się z kupnem polskich spółek lub oferują niskie ceny.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama