że rząd jest świadom zagrożeń i stara się cokolwiek proponować, by im
zapobiec. Niektórzy posługują się wyrażeniem "planu minimum". Podoba się
podjęty w programie proces "odsztywnienia" wydatków. Przynajmniej tak można
sądzić po kolejnych wypowiedziach analityków. Rynek finansowy jednak nie
potwierdza tego malutkiego optymizmu. Problemem jest, poza samą treścią
programu, możliwość jego wdrożenia i właśnie ten aspekt wpływa na sceptycyzm
rynków. Nadal złotówka jest słaba, a rentowność papierów skarbowych wysoka.
Wdrożenie jest problemem, bo nadal jego istnienie jest jakby równoległe do
wcześniej uchwalonego projektu ustawy budżetowej na rok 2004. W niej tych
propozycji cięć na ponad 2 mld złotych nie ma. Tak więc rynki są zmuszone
wierzyć rządowi na słowo, że będzie dążył do realizacji programu, ale one
nie wierzą. Zaufanie rynków finansowych do rządu jest znikome. Jeśli coś nie
ukaże się "na piśmie" to uważane jest jako niebyłe. To, że rząd ma chęć
realizować program Hausnera, nie oznacza wcale, będzie to czynił. Potrzebny
jest jakiś pewnik. Taki pewnikiem mogłoby być zapisanie w ustawie budżetowej
na 2004 rok cięć proponowanych właśnie na ten rok, a tym samym zmniejszenie
proponowanego przez rząd deficytu o wielkość tych cięć. Jest to o tyle
ważne, że dyskusja nad budżisk finansistów na rząd, by ten już teraz zobowiązał się do
realizacji programu Hausenra poprzez wniesienie autopoprawki do swojego
projektu zmniejszającego wielkość deficytu. To uwiarygodniłoby rządowe
deklaracje w oczach uczestników rynków finansowych. Rząd jednak nie jest do
tego skory. Na początku tygodnia ustami ministra finansów wykluczył taką
możliwość. Później to stanowisko zostało nieco złagodzone, że nie jest to
wykluczone, choć na razie jest na to za wcześnie.
Mamy więc sytuację następującą. Rząd uchwalił program, który teraz czeka
zwłaszcza w swojej socjalnej części na konsultacje społeczne. Produkt obecny
znamy, ale nie jesteśmy w stanie obecnie wiedzieć, co zobaczymy po tych
konsultacjach. Nawet jeśli uda się utrzymać większość rozwiązań w obecnym
kształcie, to przecież czego go jeszcze przeróbka w Parlamencie. Realizacja
programu wymaga zmian w obowiązujących ustawach. Czy uda się rządowi uzyskać
poparcie dla wszystkich propozycji? Można powątpiewać wiec będziemy mieć
tylko część propozycji zawartych w "planie minimum". Na ile rząd jest
zdeterminowany do walki? Wniesienie autopoprawki już na poziomie ustawy
budżetowej pokazałoby, że jest bardzo zdeterminowany, co podniosłoby
wiarygodność rządu.
Większa wiarygodność ponosi za sobą wymierne skutki w postaci mocniejszej
pozycji w negocjacjach z rynkiem. Ta na razie jest słaba i ostatnie
informacje nie poprawiają tego stanu rzeczy. W środę odbyła się aukcja
sprzedaży obligacji pięcioletnich. Przypomnijmy, że przed miesiącem nie
doszła ona do skutku, co zaowocowało zawirowaniem na rynku stóp procentowych
oraz walutowym. Tym razem wszystko niby zakończyło się dobrze. Niby, bo w
porównaniu z czerwcową aukcją rentowność papierów wzrosła o prawie 100 pkt
bazowych. Średnia rentowność wyniosła 5,805 proc. W czerwcu było to 4,851
proc.
Co ciekawe rentowność była już w czwartek mało atrakcyjna i przetarg
uzupełniający na 200 mln złotych (dokonuje się go po stałej cenie równej
średniej z przetargu głównego) nie doszedł do skutku. W czwartek mieliśmy
bowiem kolejne zawirowanie, którego źródłem miały być dane o realizacji
budżetu na koniec września. Zamieszania nie wywołał sam procent realizacji
deficytu budżetowego lecz pozycja środków płynnych, która czyli rezerwa
pieniędzy do natychmiastowego wykorzystania przez rząd, wyniosła w ubiegłym
miesiącu jedynie 1,1 miliarda złotych. Na rynku pojawiło się widmo utraty
płynności przez rząd. Rentowność pięciolatek skoczyła do 5.9 i było po
aukcji. Złoty ponownie spadł, a ceny euro w złotych wyszła nad poziom 4.6.
Rynek uspokoił się dopiero po uspokajających wypowiedziach rzecznik
Ministerstwa Finansów Wiktora Krzyżanowskiego, że nie ma groźby utraty
płynności oraz, że obecnie rząd dysponuje 1,9 mld płynnych środków i planuje
się, że na koniec miesiąca będzie to ok. 3,5-4 mld złotych. Także
uspokajająco na rynek podziała wypowiedź członka RPP, Wójtowicza. Jego
zdaniem nie ma groźby utraty płynności, a okresowe problemy mogą się czasem
zdarzyć, lecz nie są to problemy o charakterze stałym.
Nie ma co ukrywać, że naciski na zgłoszenie przez rząd autopoprawki mają
także zdyscyplinować sam rząd, by nawet w momencie pełnej realizacji
programu owoce tego programu zostały spożytkowane na obniżenie deficytu, a
nie dodatkowe nieplanowe wydatki "nadzwyczajne". Określenie już teraz
mniejszego deficytu będzie także pewnego rodzaju kotwicą (nie tą Belki, choć
podobno się do niej wróciło) dla pokus, by w pewnych miejscach poluźnić
prowadzoną politykę cięć. W końcu program wprowadzony poza budżetem będzie
mniej wiarygodny, gdyż jego niepełna realikory do
zgłoszenia poprawki. Wypowiedź Hausnera mowi sama za siebie: "Generalnie się
na to nie nastawiam, ale jeszcze bym tego nie wykluczył". Jego zdaniem
przyjęcie autopoprawki do projektu budżetu jest wątpliwe, bo formalnie
musiałaby ona zostać zgłoszona przed drugim czytaniem projektu budżetu,
które planowane jest na grudzień, a część oszczędności, jaką rząd planuje
uzyskać ze zmian w wydatkach socjalnych będzie poddana debacie, która ma
zakończyć się w połowie stycznia przyszłego roku (źródło PAP).
Ta wstrzemięźliwość pociąga za sobą reakcję innych podmiotów. O uczestnikach
rynku już mówiliśmy. Ostatnie informacje każą przypuszczać, że także RPP w
swoich poczynaniach będzie równie wstrzemięźliwa, jak rząd. Jeśli ze strony
rządu nie wypłyną poważniejsze sygnały determinacji, a wprowadzenie programu
będzie ciągle stało pod znakiem zapytania to jest wielce prawdopodobne, że
rada po raz kolejny nie podejmie decyzji o cięciu stóp. Można bowiem
przypuszczać, że na rynku nadal będzie miała miejsce niepewność, co do
poczynań rządu, co pewnie będzie się ujawniać wysoką rentownością papierów
skarbowych oraz słabą złotówką. Rząd naprawdę wiele by zyskał (w
złotówkach), gdyby się "porwał" na zgłoszenie autopoprawki. Po pierwsze
umocniłby swoją pozycję na rynku, a pewnie zyskałby PO za sojusznika w
Sejmie. Nie łatwo, ale ostatecznie można sądzić, że PO poparłoby program
Hausnera. Tylko czy przypadkiem to odkładanie wprowadzenia programu na
ścieżkę prawną nie jest uzyskaniem czasu na przekonanie samego SLD do tego
programu?
Zamieszanie wokół programu Hausnera oraz czwartkowe plotki o możliwości
dymisji Premiera zawładnęły umysłami polskich graczy. Informacje płynące z
zagranicy miały już znacznie mniejsze znaczenie. W Stanach obecnie dominują
informacje ze spółek. Trwa sezon publikacji wyników za III kw br. Część
kluczowych spółek już podało wynik, a część jeszcze na to czeka. Ze sfery
makro warto odnotować poprawę w dynamice sprzedaży detalicznej. Wprawdzie
dane wrześniowe były nieznacznie gorsze od oczekiwań, ale dokonano rewizji
danych z sierpnia. Tak więc faktycznie poziom sprzedaży detalicznej był
wyższy od oczekiwań. Środowy raport Fed o sytuacji gospodarczej USA zwany
Beżową Księga niczego nowego nie wniósł. Potwierdził, że są oznaki
ożywienia, ale na razie trudno orzec, czy będzie ono trwałe. Czwartkowe dane
o inflacji były dokładnie takie, jakich się spodziewano. Kolejny raz liczba
nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych była niższa od poziomu 400k i od
prognoz. Średnia z czterech tygodni ponownie spadła. To potwierdza, że rynek
pracy wszedł w stabilizację, choć na razie o ożywieniu mówić tu nie można. W
czwartek podano także dynamikę produkcji przemysłowej. Tu niespodzianki nie
było. Dane okazały się zgodne z wcześniejszymi oczekiwaniami. Także jeśli
chodzi o stopień wykorzystania mocy produkcyjnych. Piątek przyniósł lepsze
od prognoz dane o wielkości obrotów na rynku pierwotnym i wtórnym
nieruchomości. Także wyższy od oczekiwań okazał się wskaźnik nastrojów
konsumentów liczony przez Uniwersytet Michigan. Mimo dobrych danych końcówka
tygodnia w USA nie należała do udanych dla posiadaczy długich pozycji.
Także polskie byki mogą końcówkę tygodnia uznać za nieudaną. Trzeba
przyznać, że dwie ostatnie sesje tego tygodnia to spore rozczarowanie.
Wykresy tygodniowe dzięki tym dwóm sesjom nie wyglądają pocieszająco
WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Mamy na podobnych poziomach dwie świece z górnym
cieniem. Nie jest to oczywiście jeszcze sygnał sprzedaży, ale także widać
wyraźnie, że kupno w tej chwili jest mało atrakcyjną perspektywą. Popyt
zdecydowanie przez te dwa dni się nażnego nie widać, ale warto mieć baczenie, bo ta
ostatnie świeca wykreśliła się w dość ciekawym momencie. Patrząc na wykresy
wskaźników można dojść do wniosku, że rynek jeszcze nie jest tak słaby, na
jaki na pierwszy rzut oka wygląda. RSI wprawdzie waha się w okolicach
poziomu wykupienia, ale nadal jest to nad linią trendu wzrostowego
RSItyg_fut.gif Jej poziom jest dość nisko, a więc głębszy spadek jest
możliwy, a mimo to w dłuższym terminie nadal będziemy w trendzie wzrostowym.
Podobny układ jest widoczny na wskaźniku ROCtyg_fut.gif Tu także wykres
wskaźnika znajduje się ponad linią trendu. No i CCI wygląda podobnie
CCItyg_fut.gif Dynamika wzrostu wskaźnika MACD wyraźnie się zmniejszyła
MACDtyg_fut.gif W końcu od półtora miesiąca znajdujemy się na tym samym
poziomie.
A wykres dzienny? Spójrzmy na wykres kontraktów wig20fut.gif Ostatnie dwie
sesje przekreśliły w jednej chwili cały kilkudniowy dorobek byków. Co ważne,
dzieje się to tuż przed wyjściem na nowe szczyty. Nie doszło do niego, a
rynek zdaje się być przestraszony. Nie jest wykluczone, że spadek zaprowadzi
nas jeszcze niżej. Można przypuszczać, że popyt mimo wszystko kontroluje
sytuację i spadek zostanie wyhamowany najpóźniej w okolicy konsolidacji z
drugiej połowy października. Dzięki temu można przypuszczać, że spadek nie
sprowadzi cen poniżej 1540-1550 pkt Wskaźniki dzienne są na dość wysokich
poziomach, więc spadek je trochę wychłodzi RSIdzienny_fut.gif
ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif Poza tym warto zauważyć, że przy
zbliżeniu się cen do okolic wrześniowych szczytów poziom wskaźników był
nieco niższy, co groziło wykreśleniem dywergencji. Można przypuszczać, że
wzrost daleko by nie wyciągnął cen. Poważne problemy byków powstałyby, gdyby
ceny spadły pod poziom dołka z początku października. Zbliżmy się jeszcze
bardziej - przyjrzyjmy się wykresowi intra Kontrakty.gif Ostatni spadek był
na tyle dynamiczny, że raczej nie należy przypuszczać, by nadal to tempo
było zachowane. Można przypuszczać, że poziom 1590 pkt będzie teraz odgrywać
rolę wsparcia. Jeśli nawet ta fala spadku miała by sprowadzić nas niżej to
dokona się to trochę później. W tej chwili bardziej prawdopodobny wydaje się
kontratak popytu. Choć pewnie nie będzie to od razu powrót do szczytów.
Można przypuszczać, że będzie on na tyle silny, by przynajmniej ceny
skonsolidowały się nad 1590 pkt.
Kamil Jaros