Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 19.10.2003 21:39

"Autopoprawka" to w dobiegającym końca tygodniu chyba najczęściej powtarzane

słowo. Według jednych musi ona zostać zgłoszona, według innych nie musi, a

więc nie jest wykluczone, że w ogóle nie będzie. Pewnie większość

czytelników wie, czego ta autopoprawka ma dotyczyć, kto ma ją zgłosić, ale

pewnie mniejsza liczba wie, dlaczego wielu ludziom wydaje się to takie ważne

Reklama
Reklama

i dlaczego usilnie namawiają do jej zgłoszenia.

Sprawa oczywiście dotyczy budżetu, a dokładanie ustawy budżetowej, której

projekt przedłożył Sejmowi rząd. O samym projekcie mówiło się już wiele. Nie

można go nazwać ruchem odważnym, a raczej zachowawczym. Obecna sytuacja

związana z finansami publicznymi wymaga ruchów odważnych. Skoro ich nie ma

to, po pierwsze, sytuacja wcale nie będzie się poprawiać, a wręcz pogarszać,

Reklama
Reklama

a po drugie, nie ma pewności, czy w kolejnych okresach będzie wola, by

odważnym być. Oczywiście można powiedzieć, że później to już odważnym będzie

trzeba być. Innej drogi nie będzie. Tylko czy stawianie samego siebie pod

ścianą jest rozsądną kalkulacją? Czy nie lepiej zacząć podejmować działania

mające na celu poprawę sytuacji? Później będzie trudniej, bo będzie już

gorzej oraz wymagania czasu (rok wyborczy) będą zupełnie inne.

Reklama
Reklama

Takie rozumowanie kieruje wszystkimi, którzy nawołują do nie odkładania

reform, ale rozpoczęcia ich już teraz. Na te nawoływania rząd odpowiada

uchwaleniem programu racjonalizacji wydatków budżetowych. Ma on uniemożliwić

przekroczenie przez wielkość długu publicznego poziomu 60% PKB. Program cięć

opiewa na ponad 30 mld złotych w ciągu najbliższych kilku lat. Zahacza on

Reklama
Reklama

nieznacznie także o rok 2004. Są w programie propozycje, które zmniejszyłyby

wielkość wydatków już w 2004 roku o nieco ponad 2 mld złotych.

Sama ocena programu jest z reguły ostrożna. Mówi się, że jest to krok w

dobrym kierunku, ale jest to zdecydowanie za mało, by ustrzec się zagrożeń,

które miały się dzięki niemu oddalić. Podnoszony jest fakt, że cięcia

Reklama
Reklama

proponowane na najbliższy rok są zbyt małe, że nadal nawet jeśli program

będzie w pełni zrealizowany, to prawdopodobieństwo przekroczenia prze dług

publiczny progu 60% PKB będzie duże. Problemem nadal są założenie budżetowy,

które delikatnie mówiąc uważane są za mocno optymistyczne. Mimo to program

jako taki został przyjęty przez rynek umiarkowanie optymistycznie - dobrze,

Reklama
Reklama

że rząd jest świadom zagrożeń i stara się cokolwiek proponować, by im

zapobiec. Niektórzy posługują się wyrażeniem "planu minimum". Podoba się

podjęty w programie proces "odsztywnienia" wydatków. Przynajmniej tak można

sądzić po kolejnych wypowiedziach analityków. Rynek finansowy jednak nie

potwierdza tego malutkiego optymizmu. Problemem jest, poza samą treścią

programu, możliwość jego wdrożenia i właśnie ten aspekt wpływa na sceptycyzm

rynków. Nadal złotówka jest słaba, a rentowność papierów skarbowych wysoka.

Wdrożenie jest problemem, bo nadal jego istnienie jest jakby równoległe do

wcześniej uchwalonego projektu ustawy budżetowej na rok 2004. W niej tych

propozycji cięć na ponad 2 mld złotych nie ma. Tak więc rynki są zmuszone

wierzyć rządowi na słowo, że będzie dążył do realizacji programu, ale one

nie wierzą. Zaufanie rynków finansowych do rządu jest znikome. Jeśli coś nie

ukaże się "na piśmie" to uważane jest jako niebyłe. To, że rząd ma chęć

realizować program Hausnera, nie oznacza wcale, będzie to czynił. Potrzebny

jest jakiś pewnik. Taki pewnikiem mogłoby być zapisanie w ustawie budżetowej

na 2004 rok cięć proponowanych właśnie na ten rok, a tym samym zmniejszenie

proponowanego przez rząd deficytu o wielkość tych cięć. Jest to o tyle

ważne, że dyskusja nad budżisk finansistów na rząd, by ten już teraz zobowiązał się do

realizacji programu Hausenra poprzez wniesienie autopoprawki do swojego

projektu zmniejszającego wielkość deficytu. To uwiarygodniłoby rządowe

deklaracje w oczach uczestników rynków finansowych. Rząd jednak nie jest do

tego skory. Na początku tygodnia ustami ministra finansów wykluczył taką

możliwość. Później to stanowisko zostało nieco złagodzone, że nie jest to

wykluczone, choć na razie jest na to za wcześnie.

Mamy więc sytuację następującą. Rząd uchwalił program, który teraz czeka

zwłaszcza w swojej socjalnej części na konsultacje społeczne. Produkt obecny

znamy, ale nie jesteśmy w stanie obecnie wiedzieć, co zobaczymy po tych

konsultacjach. Nawet jeśli uda się utrzymać większość rozwiązań w obecnym

kształcie, to przecież czego go jeszcze przeróbka w Parlamencie. Realizacja

programu wymaga zmian w obowiązujących ustawach. Czy uda się rządowi uzyskać

poparcie dla wszystkich propozycji? Można powątpiewać wiec będziemy mieć

tylko część propozycji zawartych w "planie minimum". Na ile rząd jest

zdeterminowany do walki? Wniesienie autopoprawki już na poziomie ustawy

budżetowej pokazałoby, że jest bardzo zdeterminowany, co podniosłoby

wiarygodność rządu.

Większa wiarygodność ponosi za sobą wymierne skutki w postaci mocniejszej

pozycji w negocjacjach z rynkiem. Ta na razie jest słaba i ostatnie

informacje nie poprawiają tego stanu rzeczy. W środę odbyła się aukcja

sprzedaży obligacji pięcioletnich. Przypomnijmy, że przed miesiącem nie

doszła ona do skutku, co zaowocowało zawirowaniem na rynku stóp procentowych

oraz walutowym. Tym razem wszystko niby zakończyło się dobrze. Niby, bo w

porównaniu z czerwcową aukcją rentowność papierów wzrosła o prawie 100 pkt

bazowych. Średnia rentowność wyniosła 5,805 proc. W czerwcu było to 4,851

proc.

Co ciekawe rentowność była już w czwartek mało atrakcyjna i przetarg

uzupełniający na 200 mln złotych (dokonuje się go po stałej cenie równej

średniej z przetargu głównego) nie doszedł do skutku. W czwartek mieliśmy

bowiem kolejne zawirowanie, którego źródłem miały być dane o realizacji

budżetu na koniec września. Zamieszania nie wywołał sam procent realizacji

deficytu budżetowego lecz pozycja środków płynnych, która czyli rezerwa

pieniędzy do natychmiastowego wykorzystania przez rząd, wyniosła w ubiegłym

miesiącu jedynie 1,1 miliarda złotych. Na rynku pojawiło się widmo utraty

płynności przez rząd. Rentowność pięciolatek skoczyła do 5.9 i było po

aukcji. Złoty ponownie spadł, a ceny euro w złotych wyszła nad poziom 4.6.

Rynek uspokoił się dopiero po uspokajających wypowiedziach rzecznik

Ministerstwa Finansów Wiktora Krzyżanowskiego, że nie ma groźby utraty

płynności oraz, że obecnie rząd dysponuje 1,9 mld płynnych środków i planuje

się, że na koniec miesiąca będzie to ok. 3,5-4 mld złotych. Także

uspokajająco na rynek podziała wypowiedź członka RPP, Wójtowicza. Jego

zdaniem nie ma groźby utraty płynności, a okresowe problemy mogą się czasem

zdarzyć, lecz nie są to problemy o charakterze stałym.

Nie ma co ukrywać, że naciski na zgłoszenie przez rząd autopoprawki mają

także zdyscyplinować sam rząd, by nawet w momencie pełnej realizacji

programu owoce tego programu zostały spożytkowane na obniżenie deficytu, a

nie dodatkowe nieplanowe wydatki "nadzwyczajne". Określenie już teraz

mniejszego deficytu będzie także pewnego rodzaju kotwicą (nie tą Belki, choć

podobno się do niej wróciło) dla pokus, by w pewnych miejscach poluźnić

prowadzoną politykę cięć. W końcu program wprowadzony poza budżetem będzie

mniej wiarygodny, gdyż jego niepełna realikory do

zgłoszenia poprawki. Wypowiedź Hausnera mowi sama za siebie: "Generalnie się

na to nie nastawiam, ale jeszcze bym tego nie wykluczył". Jego zdaniem

przyjęcie autopoprawki do projektu budżetu jest wątpliwe, bo formalnie

musiałaby ona zostać zgłoszona przed drugim czytaniem projektu budżetu,

które planowane jest na grudzień, a część oszczędności, jaką rząd planuje

uzyskać ze zmian w wydatkach socjalnych będzie poddana debacie, która ma

zakończyć się w połowie stycznia przyszłego roku (źródło PAP).

Ta wstrzemięźliwość pociąga za sobą reakcję innych podmiotów. O uczestnikach

rynku już mówiliśmy. Ostatnie informacje każą przypuszczać, że także RPP w

swoich poczynaniach będzie równie wstrzemięźliwa, jak rząd. Jeśli ze strony

rządu nie wypłyną poważniejsze sygnały determinacji, a wprowadzenie programu

będzie ciągle stało pod znakiem zapytania to jest wielce prawdopodobne, że

rada po raz kolejny nie podejmie decyzji o cięciu stóp. Można bowiem

przypuszczać, że na rynku nadal będzie miała miejsce niepewność, co do

poczynań rządu, co pewnie będzie się ujawniać wysoką rentownością papierów

skarbowych oraz słabą złotówką. Rząd naprawdę wiele by zyskał (w

złotówkach), gdyby się "porwał" na zgłoszenie autopoprawki. Po pierwsze

umocniłby swoją pozycję na rynku, a pewnie zyskałby PO za sojusznika w

Sejmie. Nie łatwo, ale ostatecznie można sądzić, że PO poparłoby program

Hausnera. Tylko czy przypadkiem to odkładanie wprowadzenia programu na

ścieżkę prawną nie jest uzyskaniem czasu na przekonanie samego SLD do tego

programu?

Zamieszanie wokół programu Hausnera oraz czwartkowe plotki o możliwości

dymisji Premiera zawładnęły umysłami polskich graczy. Informacje płynące z

zagranicy miały już znacznie mniejsze znaczenie. W Stanach obecnie dominują

informacje ze spółek. Trwa sezon publikacji wyników za III kw br. Część

kluczowych spółek już podało wynik, a część jeszcze na to czeka. Ze sfery

makro warto odnotować poprawę w dynamice sprzedaży detalicznej. Wprawdzie

dane wrześniowe były nieznacznie gorsze od oczekiwań, ale dokonano rewizji

danych z sierpnia. Tak więc faktycznie poziom sprzedaży detalicznej był

wyższy od oczekiwań. Środowy raport Fed o sytuacji gospodarczej USA zwany

Beżową Księga niczego nowego nie wniósł. Potwierdził, że są oznaki

ożywienia, ale na razie trudno orzec, czy będzie ono trwałe. Czwartkowe dane

o inflacji były dokładnie takie, jakich się spodziewano. Kolejny raz liczba

nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych była niższa od poziomu 400k i od

prognoz. Średnia z czterech tygodni ponownie spadła. To potwierdza, że rynek

pracy wszedł w stabilizację, choć na razie o ożywieniu mówić tu nie można. W

czwartek podano także dynamikę produkcji przemysłowej. Tu niespodzianki nie

było. Dane okazały się zgodne z wcześniejszymi oczekiwaniami. Także jeśli

chodzi o stopień wykorzystania mocy produkcyjnych. Piątek przyniósł lepsze

od prognoz dane o wielkości obrotów na rynku pierwotnym i wtórnym

nieruchomości. Także wyższy od oczekiwań okazał się wskaźnik nastrojów

konsumentów liczony przez Uniwersytet Michigan. Mimo dobrych danych końcówka

tygodnia w USA nie należała do udanych dla posiadaczy długich pozycji.

Także polskie byki mogą końcówkę tygodnia uznać za nieudaną. Trzeba

przyznać, że dwie ostatnie sesje tego tygodnia to spore rozczarowanie.

Wykresy tygodniowe dzięki tym dwóm sesjom nie wyglądają pocieszająco

WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Mamy na podobnych poziomach dwie świece z górnym

cieniem. Nie jest to oczywiście jeszcze sygnał sprzedaży, ale także widać

wyraźnie, że kupno w tej chwili jest mało atrakcyjną perspektywą. Popyt

zdecydowanie przez te dwa dni się nażnego nie widać, ale warto mieć baczenie, bo ta

ostatnie świeca wykreśliła się w dość ciekawym momencie. Patrząc na wykresy

wskaźników można dojść do wniosku, że rynek jeszcze nie jest tak słaby, na

jaki na pierwszy rzut oka wygląda. RSI wprawdzie waha się w okolicach

poziomu wykupienia, ale nadal jest to nad linią trendu wzrostowego

RSItyg_fut.gif Jej poziom jest dość nisko, a więc głębszy spadek jest

możliwy, a mimo to w dłuższym terminie nadal będziemy w trendzie wzrostowym.

Podobny układ jest widoczny na wskaźniku ROCtyg_fut.gif Tu także wykres

wskaźnika znajduje się ponad linią trendu. No i CCI wygląda podobnie

CCItyg_fut.gif Dynamika wzrostu wskaźnika MACD wyraźnie się zmniejszyła

MACDtyg_fut.gif W końcu od półtora miesiąca znajdujemy się na tym samym

poziomie.

A wykres dzienny? Spójrzmy na wykres kontraktów wig20fut.gif Ostatnie dwie

sesje przekreśliły w jednej chwili cały kilkudniowy dorobek byków. Co ważne,

dzieje się to tuż przed wyjściem na nowe szczyty. Nie doszło do niego, a

rynek zdaje się być przestraszony. Nie jest wykluczone, że spadek zaprowadzi

nas jeszcze niżej. Można przypuszczać, że popyt mimo wszystko kontroluje

sytuację i spadek zostanie wyhamowany najpóźniej w okolicy konsolidacji z

drugiej połowy października. Dzięki temu można przypuszczać, że spadek nie

sprowadzi cen poniżej 1540-1550 pkt Wskaźniki dzienne są na dość wysokich

poziomach, więc spadek je trochę wychłodzi RSIdzienny_fut.gif

ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif Poza tym warto zauważyć, że przy

zbliżeniu się cen do okolic wrześniowych szczytów poziom wskaźników był

nieco niższy, co groziło wykreśleniem dywergencji. Można przypuszczać, że

wzrost daleko by nie wyciągnął cen. Poważne problemy byków powstałyby, gdyby

ceny spadły pod poziom dołka z początku października. Zbliżmy się jeszcze

bardziej - przyjrzyjmy się wykresowi intra Kontrakty.gif Ostatni spadek był

na tyle dynamiczny, że raczej nie należy przypuszczać, by nadal to tempo

było zachowane. Można przypuszczać, że poziom 1590 pkt będzie teraz odgrywać

rolę wsparcia. Jeśli nawet ta fala spadku miała by sprowadzić nas niżej to

dokona się to trochę później. W tej chwili bardziej prawdopodobny wydaje się

kontratak popytu. Choć pewnie nie będzie to od razu powrót do szczytów.

Można przypuszczać, że będzie on na tyle silny, by przynajmniej ceny

skonsolidowały się nad 1590 pkt.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama