Postawa byków na wczorajszej sesji mogła rozczarować. Ostatnie dwa dni poprzedniego tygodnia nie należały przecież do takich, z których posiadacz długich pozycji mógłby się cieszyć. Wydawało się, że szybki spadek cen wywołany zawirowaniem wokół osoby premiera oraz wypłacalności budżetu, miał w dużej mierze emocjonalny charakter. Poniedziałkowa sesja miała to potwierdzić, gdyż spodziewana była korekta tych dwóch sesji spadku. Faktycznie korekta miała miejsce, ale trzeba przyznać, że jej przebieg nie jest pomyślny dla właścicieli długich pozycji.

Najważniejszym zarzutem pod adresem wczorajszego popytu jest to, że prawie w ogóle nie było go widać. Obrót na rynku kasowym wyniósł wczoraj tylko nieco ponad 100 mln zł. Tak niska wartość obrotu to sygnał, że żadna ze stron wczoraj nie chciała poważniej zagrać. W efekcie mieliśmy ruch w bok, a przecież to popyt miał być górą. Ten był jednak za słaby, by poważniej zagrozić niedźwiedziom. W czasie ostatnich notowań mieliśmy praktycznie dwie sytuacje, które mogły przynieść odbicie. Jednak w najważniejszym momencie zawsze brakowało kupujących. No, jeśli tak ma wyglądać kontratak popytu, to należy się spodziewać, że szybciej dojdzie do kolejnego testu poziomu wsparcia w okolicach 1590 pkt.

Popyt się wczoraj nie popisał i wygląda na to, że spadek w końcówce poprzedniego tygodnia pozostawił ślady, które wymagają więcej czasu na zatarcie. Wygląda na to, że przyjdzie nam po raz kolejny zmierzyć się z poziomem wsparcia i sprawdzić, na ile mocny jest popyt w defensywie. Wczorajsza ofensywa była bowiem żałosna, a tylko cofnięciu się podaży należy przypisać fakt, że już wczoraj walka nie przeniosła się "piętro niżej". Pokonanie wsparcia otworzy niedźwiedziom drogę do spadku o kolejne 50 pkt.