Niedźwiedzie zapaliły wczoraj kolejną czarną świeczkę nad grobem hossy. To już czwarta spadkowa świeczka na dziennym wykresie kontraktów. Z jednej strony, tak "czarna seria" tworzy ładny trend, o którego sile przekonuje choćby brak dolnego cienia na wczorajszej sesji. Z drugiej jednak strony, "ze świecą" trzeba szukać w młodej historii kontraktów serii pięciu kolejnych czarnych świeczek, do tego z coraz niższym kursem zamknięcia. Czy to oznacza już koniec spadku? Jeśli chodzi o dzisiejszą sesję, to najwyraźniej tak, bo właśnie czterosesyjna przecena z reguły wystarczała, by inwestorzy uznali rynek za wyprzedany.
Tylko chwilowo, bo o tym, że docelowo powinniśmy dotrzeć w okolice minimum na 1476 pkt przemawia kilka argumentów. Po pierwsze, czterosesyjna wyprzedaż analogicznie skończyła pierwszą falę spadku od wrześniowego szczytu hossy. Po krótkim odbiciu rynek zjechał jednak jeszcze dalsze ponad 100 pkt. Zapewne podobnie będzie i tym razem, a o błędnym scenariuszu świadczyć będzie dopiero powrót kontraktów nad średnią kroczącą SK-55 z wykresu intraday. Właśnie na jej poziomie zatrzymało się wspomniane wrześniowe odbicie.
Drugim czynnikiem przemawiającym za oddaniem całości październikowego wzrostu jest zejście kontraktów pod poziom (1582 pkt), czyli 61,8-proc. zniesienia październikowej fali wzrostowej. Wystarczy przypomnieć, że nieco ponad 2 tygodnie temu wyjście nad 61,8-proc. zniesienie wrześniowej fali spadkowej trafnie pokazało nieuchronny, choć nieudany, test szczytów. Do tego wszystkiego dodając zachowanie MACD, analogiczne w stosunku do wrześniowego szczytu, to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest krótkie 1-2 sesyjne odreagowanie i dalsza, choć zdecydowanie wolniejsza, przecena w kierunku 1476 pkt, czyli linii szyi podwójnego szczytu.