Gospodarce szwajcarskiej grozi w tym roku pierwszy od dziesięciu lat spadek produktu krajowego brutto, mimo obniżenia niemal do zera stóp procentowych. Perspektywa ta, a także zwycięstwo konserwatywnej Partii Ludowej w niedzielnych wyborach do parlamentu zwróciły uwagę na sytuację ekonomiczną Szwajcarii, diametralnie różną niż w sąsiednich państwach Unii Europejskiej.
Większość Szwajcarów woli korzystać z dotychczasowych osiągnięć i nagromadzonego bogactwa, unika natomiast podejmowania ryzyka. Wynika stąd niechęć do zacieśnienia więzów z UE w obawie przed konkurencją oraz napływem imigrantów. Efektem jest protekcjonizm chroniący miejscowe przedsiębiorstwa i brak skłonności do liberalizacji życia gospodarczego. Naturalną konsekwencją takiego nastawienia jest spadek efektywności oraz bardzo wysokie ceny - średnio o 39% wyższe niż w UE. Ekonomiści wytykają Szwajcarom, że w ciągu 150 lat od powstania federacji nie zdołali znieść wewnętrznych barier handlowych, co państwom UE zajęło tylko 30 lat.
W tych warunkach Szwajcaria coraz bardziej odstaje od światowej czołówki pod względem tempa wzrostu gospodarczego. W latach 1990-2002 PKB na jednego mieszkańca zwiększył się tam zaledwie o 2,3% wobec 15% w Niemczech, 18% we Francji, 17% we Włoszech i 22% w Austrii. W rezultacie Szwajcaria utraciła pozycję najbogatszego państwa na świecie na rzecz Luksemburga.
Zyski szwajcarskich firm spadają od dwóch lat, a bezrobocie jest największe od sześciu lat. Na domiar złego aprecjacja franka pogorszyła konkurencyjność eksportu, który tworzy około 45% PKB, a także zmniejszyła wpływy z turystyki. Dodatkowym ciosem był spadek popytu na usługi finansowe, odgrywające bardzo dużą rolę w szwajcarskiej gospodarce.
Niedzielne zwycięstwo Partii Ludowej oznacza wzmocnienie jej pozycji w rządzie koalicyjnym, co prowadzi do nasilenia tendencji izolacjonistycznych. W tej atmosferze trudniej będzie ożywić współpracę z sąsiadami z UE, co sprzyjałoby poprawie efektywności w szwajcarskiej gospodarce.