Wypowiedzi Matti Vanhali pokazują, że Europejski Bank Centralny w znacznie mniejszym stopniu obawia się aprecjacji euro niż zachodnioeuropejscy politycy oraz przedsiębiorcy. Np. kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder w ubiegłym miesiącu twierdził, że zbyt wysoki kurs europejskiej waluty wobec amerykańskiej ograniczy wzrost gospodarczy w krajach unii walutowej. Euro zyskało w tym roku na wartości wobec dolara ponad 11%.

Matti Vanhala uważa, że to nie mocne euro stoi na przeszkodzie ożywieniu gospodarczemu, ale przede wszystkim brak zaufania do polityki gospodarczej prowadzonej w Unii Europejskiej. Wskazał przede wszystkim na konieczność przestrzegania przez kraje członkowskie, głównie Niemcy i Francję, zasad deficytu budżetowego, który w myśl unijnych zasad nie powinien przekraczać 3% PKB. Zarówno Francja, jak i Niemcy w tym roku nie spełnią tych wymogów.

Także europejskie spółki alarmują, że aprecjacja waluty szkodzi ich sytuacji finansowej. Na przykład fińska Nokia, największy na świecie producent telefonów komórkowych, poinformowała w ubiegłym tygodniu, że jej przychody w bieżącym kwartale prawdopodobnie spadną właśnie ze względu na aż 20-proc. aprecjację euro w stosunku do analogicznego okresu ub.r. W poniedziałek francuski producent samochodów - PSA Peugeot Citroen obniżył prognozę całorocznych wyników, częściowo tłumacząc to wzrostem kursu euro. Matti Vanhala ripostuje. - Spółki narzekają na zbyt mocną walutę, a powinny się po prostu do niej przyzwyczaić. Muszą uznać taką aprecjację za zjawisko normalne. Przecież na świecie od zawsze dochodziło do wahań kursów i w obecnej aprecjacji euro nie widzę nic groźnego - stwierdził.