- Z pewnością trzeba myśleć o takim zagrożeniu - mówi Wiesław Rozłucki. - Jest jednak wiele czynników, dzięki którym nie wydaje mi się, aby nawet największe spółki opuściły GPW - dodaje. Jeden z argumentów to fakt, że u nas emitenci ci należą do elitarnego grona blue chipów - za granicą będą w gronie kilkuset większych przedsiębiorstw. - Dla nas te spółki są ważne. Tam byłyby jedynie dodatkiem - twierdzi prezes.

Giełda dopuszcza możliwość obniżenia opłat pobieranych od uczestników rynku. - Koszt transakcji w Warszawie jest dla małych i średnich inwestorów niższy niż za granicą. Podobnie jest z opłatami, jakie ponoszą emitenci. Co do większych graczy - widzę jeszcze pole do obniżek. Opłaty mogą spaść, jeśli utrzymają się obroty na poziomie z ostatnich miesięcy. Dużo zależy od skutków ewentualnego wprowadzenia podatku giełdowego - mówi W. Rozłucki. Podkreśla natomiast, że opłaty pobierane przez GPW, czy inne instytucje rynkowe, mają dla wielkości obrotu znaczenie trzeciorzędne. - To płynność decyduje o konkurencyjności giełdy. Prawdziwe koszty, jakie ponoszą inwestorzy, wynikają ze spreadu, czyli różnicy pomiędzy ofertami kupna i sprzedaży oraz wpływu zleceń, zwłaszcza tych większych, na zachowanie kursu - tłumaczy prezes.

Czy GPW zamierza pozyskiwać spółki? - Tak. Skupiamy się jednak na emitentach krajowych - na tym polu jesteśmy aktywni. Jeśli chodzi o firmy zagraniczne, podtrzymujemy kontakty, natomiast nasza działalność jest ograniczona i zależy w dużym stopniu od domów maklerskich. Tak zresztą było w przypadku BACA - mówi Wiesław Rozłucki.