Wyprzedaż w ostatnich dniach aktywów złotowych, związana w dużej mierze z problemami finansów publicznych, odsuwa w czasie perspektywę napływu kapitału zagranicznego na warszawską giełdę. Poziom ryzyka kursowego nie uległ, niestety,zmniejszeniu. Z uwagi jednak na zbliżenie się WIG20 do poziomu konsolidacji z drugiej połowy września presja strony podażowej w krótkim okresie powinna wyczerpywać się. Niski poziom obrotów powoduje, że nagły atak popytu możliwy jest w każdym momencie. Przegłosowanie przez sejm podatku giełdowego jest oczywiście czynnikiem negatywnym, ale wydaje się, że fakt ten znalazł już odzwierciedlenie w cenach akcji.
Największe zagrożenie dla giełdy warszawskiej płynie ze strony sytuacji na rynkach zagranicznych. Po pierwsze dlatego, że zapoczątkowane w marcu tego roku wzrosty cen akcji w USA i w strefie euro mają podobną długość, jak zwyżki z przełomu 2001 i 2002. U części inwestorów może to wywoływać obawy, przez kolejną falą wyprzedaży. Po drugie, słaby dolar, mimo wszystkich korzyści, jakie płyną z tego np. dla amerykańskich eksporterów, globalnej gospodarce nie pomaga.
Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione czynniki, w krótkim okresie oczekiwać można stabilizacji nastrojów na warszawskiej giełdzie. Dopóki nie dojdzie do przebicia od góry kluczowego poziomu 1464 pkt, dopóty teza o trwającej średnioterminowej hossie jest wciąż aktualna. Wiele zależy oczywiście od publikowanych raportów kwartalnych. Należy bowiem pamiętać, że to teza o znacznej poprawie wyników spółek leży u podstaw akceptowania przez inwestorów, zwłaszcza tych zagranicznych, stosunkowo wysokich (na tle innych emerging markets) wycen kursów polskich blue chipów.
Zwróć uwagę:
KGHM - ostatnie spadki nie załamały średnioterminowego trendu wzrostowego - osłabienie złotego oraz wysokie ceny miedzi wpływają korzystnie na poziom zysku spółki.