Sprawa Chodorkowskiego przypomniała inwestorom, że Rosja to wciąż kraj wysokiego ryzyka. Po ponad 10-proc. zniżce indeks RTS znalazł się w pobliżu silnego wsparcia. Tworzy go szczyt z początku lipca na poziomie 518 pkt. Jego przełamanie stałoby się wstępem do trwalszego odwrócenia koniunktury.
Nie zmienia to faktu, że rosyjski rynek od dłuższego czasu cechują ponadprzeciętne stopy zwrotu. Wskaźnik RTS przez 5 lat zwiększył swoją wartość 16-krotnie. Od początku tego roku wzrost wyniósł blisko 3/4.
Akcje Jukosa wraz z walorami Sibnieftu mają 32-proc. udział w indeksie RTS. Dlatego każda znacząca przecena tych papierów odbija się na kondycji całego rynku. Według specjalistów Aton Capital - jednego z wiodących rosyjskich domów maklerskich - potencjał zniżki w perspektywie kilku kolejnych dni wynosi 10-15%. Oczekują oni, że walory Jukosa będą zachowywać się gorzej niż cały rynek. W przeciwieństwie do zamieszania wokół firmy z lipca tego roku, obecnie nie ma w zanadrzu dobrych wiadomości, które mogłyby pobudzić kurs do wzrostu. W świetle ostatnich wydarzeń są małe szanse na sfinalizowanie transakcji z partnerem strategicznym. To może skłaniać inwestorów do realizowania pokaźnych zysków, osiągniętych od 2001 r. Specjaliści mówią o exodusie o "biblijnych" rozmiarach.
Wyprzedaż akcji Jukosa może mieć szersze reperkusje. Część analityków spodziewa się wzrostu premii za ryzyko na rynku rosyjskich obligacji rządowych i korporacyjnych. Jednocześnie pozbywanie się walorów Jukosa zwiększałoby presję na rubla, tracącego na wartości.
Mieczysław Łazor