Wahania złotego i sytuacja na rynkach zachodnich zeszły na wczorajszej sesji na drugi plan. W centrum uwagi był rynek rosyjski, który po aresztowaniu prezesa Jukosa zaliczył minikrach. Zawieszenie handlu na poziomie -12% nic nie dało - po jego wznowieniu indeksy rosyjskie traciły po 15%, a sam Jukos około 20%. Dopiero w końcówce notowań do głosu doszli kupujący i rynki odrobiły część strat. Analogie z kryzysem rosyjskim (1997/98) i spadkiem indeksów o ponad 90% już się jednak pojawiły.
Emerging markets handlowały więc wczoraj w swoim rytmie, nie bacząc na poprawę koniunktury w Niemczech i wzrosty kontraktów na amerykańskie indeksy. Pierwszą część sesji WIG20 przetrwał bez uszczerbku, ale nurkujący BUX i spadki w Czechach, a także kolejna nieudana próba wyjścia indeksu powyżej górnego ograniczenia ostatniej konsolidacji (1545 pkt), doprowadziły do wybicia w dół i kolejnego testu okolic 1500 pkt.
Dolny obszar konsolidacji (około 1510 punktów) został obroniony, jednak styl tej obrony pozostawia wiele do życzenia. Zagrożenie kolejną falą spadkową wzrasta. Kolejne sesje upłyną na obserwacji zachowania rynku rosyjskiego i węgierskiego. Jeśli do tego dodalibyśmy dalsze umacnianie się euro i negatywne sygnały płynące z pierwszych publikowanych niedługo raportów kwartalnych czy też słabe dane makro w USA...
Pamiętajmy jednak, że rynki lubią wyznaczać punkty zwrotne właśnie w okresach skumulowanego ryzyka inwestycyjnego. Kluczowy dla średnioterminowej perspektywy rynku wydaje się wynik walki popytu i podaży przy minimum z początku października (1477 pkt dla WIG20).
Zwróć uwagę: