Ostatnie trzy świece na wykresie tygodniowym to swoiste "deja vu" wydarzeń z przełomu sierpnia i września. Gdyby analogia miała trwać nadal, to bieżący tydzień przyniósłby korektę ostatnich spadków, sięgającą połowy czarnego korpusu, tj. do 1570 pkt. To bardzo frapująca perspektywa, ale mimo że AT opiera się na historii notowań, to podobne analogie mają niewielką wartość prognostyczną. Z punktu widzenia analizy trendu o wiele ważniejsze były losy 3-miesięcznej linii trendu wzrostowego. Linia była (jest?) tak istotna, gdyż rozgraniczała dwa zupełnie różne scenariusze rozwoju wypadków. W pierwszym indeks buduje symetryczny trójkąt zapowiadający kontynuację wzrostów, który mógłby zostać uznany przez zwolenników teorii fal Elliotta za IV falę impulsu. Po zakończeniu tej fazy indeks rozpocząłby wzrost (do ok. 1950 pkt) wynikającego z dużej formacji podwójnego dna, z linią szyi w strefie 1450-1500 pkt. Druga koncepcja jest dużo mniej optymistyczna. Przełamanie 3-miesięcznego trendu wzrostowego stanowiłoby wstęp do testu wsparcia na 1480 pkt. Na tym poziomie znajduje się linia szyi potencjalnego podwójnego szczytu, jak i linia szyi wspomnianej już długoterminowej formacji podwójnego dna. Zejście WIG20 poniżej tej wartości będzie sygnałem zmiany trendu średnioterminowego.

Przed sesją poniedziałkową bardzo zasadne było pytanie: która opcja zwycięży?

Niewiele brakowało do potwierdzenia piątkowego harami i wybicia indeksu dołem, co ucięłoby wszelkie spory. Wyprzedaż zakończyła się jednak w pobliżu piątkowego minimum i losy formacji nadal nie są rozstrzygnięte. Optymiści powiedzą, że w obliczu nie notowanej od dawna przeceny rynków wschodnioeuropejskich: węgierskiego (-3%) i rosyjskiego (-10%) poniedziałkowe notowania świadczą o dużej odporności GPW. Pesymiści stwierdzą, że indeks w sposób coraz bardziej znaczący oddala się od 3-miesięcznej linii trendu. Oscylatory sprzyjają tym drugim - próżno szukać sygnałów zapowiadających zwrot. Całość należy sprowadzić teraz do jednego: testu minimum bieżącego trendu na 1507 pkt.