Reklama

Między panem, wójtem i plebanem

Problemu korupcji nie rozwiążą coraz częstsze seminaria. Bardziej efektywny jest prostszy sposób: ściganie i karanie

Publikacja: 29.10.2003 09:43

Sława Starachowic jest niezasłużona. Każdy, kto widział to miasto, wie, że nie wyróżnia się niczym szczególnym. Bulwersujący wszystkich lokalny układ korupcyjny też nie jest oryginalny. Nowe jest tylko to, że został rozpracowany i poddany sądowej analizie.

Niczym wirus komputerowy kopiuje się jednak w setkach innych miast i gmin.

W Chełmie sąd aresztował wójta podejrzanego o przyjęcie łapówki. W zamian miał ułatwić kilku osobom zakup komunalnej nieruchomości. Przelew został dokonany za pośrednictwem parafii. Niestety, nawet proboszczowie zdobywają odpowiednie "finansowe" kwalifikacje. Niektórzy mogliby uchodzić za doradców podatkowych. Słynna jest przecież metoda "na księdza", pozwalająca zaoszczędzić parę groszy na podatku dochodowym (darowizna na konto parafii, a później z rączki do rączki wypłata gotówki po potrąceniu "parafialnej" prowizji).

Ciekawe, czy z wójta brali przykład jego urzędnicy? Mam kilku znajomych, którzy w okolicach Warszawy budują domy. W zwykłym trybie wszystko - uzyskanie pozwolenia budowlanego, przyłączenie mediów, odbiór domu etc. - trwa miesiącami. W "opłaconym" ponoć znacznie szybciej.

Na szczęście zaradni samorządowcy coraz częściej odwiedzają "miejsca odosobnienia". Po wymianie celników na granicy wschodniej przyszła pora na inne placówki. W Gdańsku zatrzymano ostatnio czterech pograniczników. Działali od lat. Zarobili na łapówkach setki tysięcy dolarów. Skarb Państwa stracił miliony.

Reklama
Reklama

Czyżby więc nie było u nas z korupcją i walką z nią tak źle, jak donoszą o tym zagraniczne media i jak mówi w kolejnych raportach Komisja Europejska? Raczej jest jeszcze gorzej. Tyle tylko, że coraz chętniej o tym mówimy i piszemy. I powoli dla wszystkich staje się jasne, jaka jest skala problemu.

Nie rozwiążą go coraz częstsze seminaria poświęcone walce z korupcją. Ich wpływ na rzeczywistość jest, delikatnie mówiąc, mizerny. Bardziej efektywny jest prostszy sposób: ściganie i karanie. Tajemnicą poliszynela są cenniki "przyspieszonych" usług w sądowych wydziałach ksiąg wieczystych (podobnie jak dawniej w gospodarczych rejestrach sądowych) i w szpitalach. Przez lata nikt się tym nie zainteresował. Ostatnio w Warszawie aresztowano pracowników jednego z wydziałów wieczystoksięgowych. To dla wszystkich był szok - normą stało się bowiem już co innego. Kilku (!) warszawskich policjantów, którym polecono zająć się łapówkarzami, szybko uporało się z problemem, który od lat dotykał tysiące osób. Popisowa akcja. Oby nie ostatnia.

Czy jednak naprawdę trzeba było nacisków UE, aby coś zmienić i po stronie rządu, a co za tym idzie policji, pojawiła się wola działania? Czy nie warto było coś z tym zrobić, nie z myślą o Europie, ale o przedsiębiorcach i zwykłych podatnikach, skazanych na podwójne stawki w urzędach, sądach i zapewne wielu innych miejscach? Może dzisiaj w Sejmie pan minister Janik, szef MSWiA, któremu opozycja chce udzielić wotum nieufności, wyjaśni, dlaczego musieliśmy czekać na akcesję z UE, aby coś się wreszcie zaczęło dziać.

Ryba psuje się od głowy. Z każdym kolejnym dniem przesłuchań w sprawie afery Rywina, w miarę odsłaniania kolejnych tajemnic afery starachowickiej i ujawniania licznych przykładów łamania przez wysokich urzędników, także MSWiA, przepisów antykorupcyjnych, staje się jednak jasne, że ta ryba od dawna cała jest zepsuta.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama