Sława Starachowic jest niezasłużona. Każdy, kto widział to miasto, wie, że nie wyróżnia się niczym szczególnym. Bulwersujący wszystkich lokalny układ korupcyjny też nie jest oryginalny. Nowe jest tylko to, że został rozpracowany i poddany sądowej analizie.
Niczym wirus komputerowy kopiuje się jednak w setkach innych miast i gmin.
W Chełmie sąd aresztował wójta podejrzanego o przyjęcie łapówki. W zamian miał ułatwić kilku osobom zakup komunalnej nieruchomości. Przelew został dokonany za pośrednictwem parafii. Niestety, nawet proboszczowie zdobywają odpowiednie "finansowe" kwalifikacje. Niektórzy mogliby uchodzić za doradców podatkowych. Słynna jest przecież metoda "na księdza", pozwalająca zaoszczędzić parę groszy na podatku dochodowym (darowizna na konto parafii, a później z rączki do rączki wypłata gotówki po potrąceniu "parafialnej" prowizji).
Ciekawe, czy z wójta brali przykład jego urzędnicy? Mam kilku znajomych, którzy w okolicach Warszawy budują domy. W zwykłym trybie wszystko - uzyskanie pozwolenia budowlanego, przyłączenie mediów, odbiór domu etc. - trwa miesiącami. W "opłaconym" ponoć znacznie szybciej.
Na szczęście zaradni samorządowcy coraz częściej odwiedzają "miejsca odosobnienia". Po wymianie celników na granicy wschodniej przyszła pora na inne placówki. W Gdańsku zatrzymano ostatnio czterech pograniczników. Działali od lat. Zarobili na łapówkach setki tysięcy dolarów. Skarb Państwa stracił miliony.