Końcówka tygodnia nie przyniosła żadnych zmian na giełdowym parkiecie. Uwagę giełdowych inwestorów odciągały wydarzenia na innych rynkach. Zarówno kolejne dane makro w Stanach, jak i echa ostatniego zamieszania w Rosji, które zarówno przecenia obligacje w naszym regionie, jak i osłabia waluty. Zimnym potokiem słów rozgrzane głowy inwestorów studzi zarówno minister finansów (zamiana waluty z zagranicznych emisji i brak następnych do końca roku), jak i minister Hausner ("mała groźba niezrealizowania budżetu"). Wołanie na puszczy, choć w połączeniu z pierwszą od 1998 roku nadwyżką w obrotach bieżących, powinno w przyszłym tygodniu poparzyć ręce walutowych spekulantów.
Dla indeksu WIG20 te wydarzenia w krótkim terminie są neutralne, choć, jak wspomniałem, znacząco obniżają zmienność rynku. Funduszom w listopadzie nie potrzeba nic innego. Dopóki wsparcie na linii szyi nie zostanie przełamane i nie pociągnie za sobą silnej wyprzedaży, obecny poziom w pełni satysfakcjonuje wszystkich czekających na napływ nowych środków z lokat antypodatkowych. Tak prosto jednak nie będzie. Począwszy od 4 listopada zaczną napływać wyniki giełdowych spółek. Rynek w najgorętszym okresie publikacji z reguły nie grzeszył wzrostami, a kilka rozczarowań z ostatnich 2 tygodni sugeruje, że bez przetrawienia tych raportów o dalsze wzrosty będzie trochę ciężko.
Odpuściłbym sobie na razie swój ostatni optymizm, choć przy takim wykresie nie ma na razie dla niego alternatywy. Średnia rośnie, wsparcie na 1559 pkt. Ostatnim testem potwierdziło swoje znaczenie, a do tego "arbitraż" zmienił kierunek transakcji na rynku kasowym i pomaga bykom.