W ostatnim komentarzu zachęcałem do odpoczynku od optymizmu, ale nie sądziłem, że już kolejny tekst będzie do niego szybkim powrotem. Kontrakty szybko uwinęły się bowiem zarówno z nieudanym testem oporu przy 1640 pkt, jak i powrotem do wsparcia przy górnym ograniczeniu konsolidacji (1559 pkt). To właśnie między tymi poziomami powinniśmy spokojnie przeczekać trwający sezon wyników polskich spółek.

Większego wzrostu w tym okresie trochę trudno się spodziewać, gdyż niemal każde wyniki nagradzane są dynamiczną przeceną. Nawet ostatni byczy lider KGHM, po przekroczeniu rynkowych prognoz, nie był w stanie wczoraj oprzeć się ponad 6-proc. spadkowi. Wyraźnie potwierdza to tylko, że niezależnie co poda spółka, po ostatniej bardzo dużej zwyżce inwestorzy chcą zrealizować zyski. Także spekulacje o celowym przesuwaniu zysków na następny rok (obniżka CIT) niewiele tutaj pomagają. Chyba wyjątkiem będzie tutaj tylko ComputerLand, który od szczytu sprzed 2 miesięcy jest teraz ponad 30% niżej. Ciężko więc w tym przypadku mówić o dyskontowaniu przez rynek dobrych wiadomości.

A spadek? Jeszcze nie teraz, gdy indeksy w USA tworzą nowe szczyty, a fundusze szczególnie w najbliższych 2-3 tygodniach zaciekle bronić będą wsparć, ciągle czekając na nowe środki i rajd św. Mikołaja. Dla kontraktów pierwszym wsparciem jest 1559 pkt, a niżej dopiero obszar między dołkami z początku i końca października. Dzisiaj liczyłbym na odreagowanie już na tym pierwszym poziomie. Ostatnia wyprzedaż wydaje się być nieco za szybka, szczególnie wobec, zapoczątkowanego piątkowymi danymi, uspokojenia na rynku złotego i obligacji. Przestrzegam jednak, że jeśli faktycznie mamy pozostać w horyzoncie, to dla spekulantów na kontraktach będzie to męczący i niebezpieczny rynek.