Elżbieta Mucha, wiceminister finansów, która poinformowała senatorów o pracach nad strategią podatkową, nie podała szczegółów wprowadzenia kwoty degresywnej. Wcześniej jej wprowadzenia domagali się, podczas sejmowych prac nad nowelizacją ustawy o PIT, posłowie Unii Pracy. Zgodnie z ich pomysłem, osoby zarabiające mniej niż 6,6 tys. zł rocznie nie płaciłyby podatku dochodowego wcale. W miarę zwiększania dochodu, tzw. kwota wolna od podatku malałaby, by zniknąć zupełnie przy rocznym dochodzie 17 050 zł. Koszt wprowadzenia tego rozwiązania wyniósłby ok. 650 mln zł rocznie. Do tego trzeba by jednak dodać wydatki na instalację nowych programów komputerowych w urzędach skarbowych. Zdaniem E. Muchy, wprowadzenie kwoty degresywnej wedle pomysłu UP skomplikowałoby poważnie system podatkowy. Ponadto zdecydowana większość podatników straciłaby na tym rozwiązaniu, gdyż nie miałaby kwoty wolnej i płaciłaby wyższy podatek.

Obecnie kwota wolna wynosi 2790 zł. Dzięki temu każdy może zmniejszyć swój podatek o 530,08 zł. Początkowo planowano zwiększyć kwotę wolną do ponad 3 tys. zł. Rząd wycofał się jednak z tego pomysłu po tym, jak przyjęto liniową stawkę podatku dochodowego dla prowadzących działalność gospodarczą.

Wiceminister E. Mucha powiedziała też, że resort finansów nie planuje opodatkowania akcyzą rozmów telefonicznych, jak donosiła wcześniej prasa.

W połowie listopada plan zmian w systemie podatkowym ma trafić pod obrady rządu. Zgodnie z programem wicepremiera Jerzego Hausnera, nowe rozwiązania podatkowe mają zwiększyć dochody budżetu o 2-3 mld zł rocznie.