Ropa naftowa zdrożała wczoraj po południu, gdy okazało się, że amerykańskie zapasy tego surowca wzrosły mniej niż prognozowali analitycy. Departament Energetyki poinformował, że w minionym tygodniu rezerwy ropy w USA wzrosły o 100 tys. baryłek, do 291,9 mln baryłek. Analitycy spodziewali się zwiększenia zapasów o 209 tys. baryłek. Jednocześnie niezależny American Petroleum Institute poinformował, że zapasy ropy spadły w tym samym okresie o 1,38 mln ton. Inwestorów zaniepokoiły też żądania Wenezueli, by podnieść docelowe widełki ceny ropy, wyznaczane przez OPEC. Obecnie wynoszą one 22 - 28 USD za baryłkę i jeśli cena utrzymuje się w tym przedziale, OPEC nie interweniuje. Tymczasem prezydent Wenezueli Hugo Chaves zaproponował przed miesiącem ich podniesienie do 25 - 32 USD, a jego minister ds. energii Rafael Ramirez powiedział tamtejszej rządowej agencji prasowej, że "jest bardzo ważne, by do maksimum wykorzystać wysokie ceny". Propozycja ta będzie przedmiotem obrad najbliższego posiedzenia OPEC wyznaczonego na 4 grudnia. Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy gatunku Brent kosztowała po południu 27,97 USD, wobec 27,16 USD na wtorkowym zamknięciu. Oznacza to wzrost o 2,98%.

Notowania kontraktów terminowych na miedź nieznacznie spadły. Była to zapewne reakcja na poniedziałkową zwyżkę ich ceny aż o 48 USD, czyli o 2,3%. Miedź w tym roku zdrożała już o 36% i coraz częściej pojawiają się opinie, że nawet spodziewane przyspieszenie gospodarcze nie wywoła takiego popytu na ten metal, który uzasadniałby tak wysoką cenę. Innymi słowy wielu analityków i uczestników tego rynku uważa, że miedź jest już za droga. Do tego wniosku wydają się też dochodzić fundusze hedgingowe, które wprawdzie wciąż kupują więcej kontraktów terminowych na miedź niż sprzedają, ale od trzech tygodni różnica ta maleje. Po południu tona miedzi kosztowała na londyńskiej giełdzie 2092 USD, wobec 2095 USD na zakończeniu wtorkowych notowań.

Złoto drożało wczoraj drugi dzień z rzędu i to mimo początkowego wzrostu kursu dolara wobec euro i jena. Przeważyło jednak przekonanie, że kurs dolara nadal będzie spadał, co zwiększy popyt na złoto, a więc i jego cenę. Stephen Roach, główny ekonomista banku Morgan Stanley, na konferencji w Singapurze zapowiedział spadek wartości dolara jeszcze o 20% w ciągu najbliższych 2 lat. Uncja złota z dostawą w grudniu zdrożała na nowojorskim rynku Comex o 1,80 USD, do 381,8 USD.