Jeśli będę zmieniać zdanie o rynku co dwa dni, czytelnicy powiedzą, że jestem mocno niezdecydowany. Ale gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Jeśli miałbym określać pozycję na dłużej niż dwie sesje, to radziłem już, żeby odpuścić sobie na razie spekulowanie. Przynajmniej dopóki kontrakty nie wyjdą z horyzontu, którego górnym ograniczaniem jest opór przy 1640 pkt, a dolnym wsparcie przy 1559 pkt. Do tego czasu zdanie można zmieniać tyle razy, ile kontrakty testować będą wspomniane bariery. Do czasu wybicia....

Wczorajszy wzrost był właśnie konsekwencją obrony wsparcia na środowej sesji. Tym samym zwiększona została siła byków na tym poziomie. Przydałby się więc teraz ruch przynajmniej do 1640 pkt, ale tutaj na tym byczym scenariuszu pojawia się mała skaza. Wzrost wzrostowi nie równy, a ten wczorajszy wyjątkowo mi się nie podobał. Po pierwsze do góry nie ruszył szeroki rynek, a jedynie odbijały spółki mocno przecenione w pierwszej części tygodnia. Po drugie jedynie połowa obrotu na spółkach z WIG20 zrobiona została podczas pierwszych 4 godzin systematycznego wzrostu i niewiele co przekroczyła wartość 100 mln. Natomiast ostatnie dwie godziny to porównywalna aktywność, w której wyraźnie kilku dużych graczy znacznymi transakcjami opróżniało portfele.

Takie wnioski w horyzoncie często bywają przedwczesne, ale powyższe wskazuje jedynie na korekcyjny charakter wczorajszego wzrostu i wyczerpuje tym samym potencjał odbicia od wsparcia. Jeśli faktycznie rynek teraz znowu zawróci, to na wykresie intraday powstałaby do tego formacja głowy z ramionami. Co prawda, jej wiarygodność byłaby większa, gdyby wystąpiła po dużym wzroście, ale przebicie linii szyi (1559 pkt) będzie można uznać za zaproszenie do testowania dołków z początku października.