W czwartek, jak co tydzień, inwestorzy otrzymali nowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Były one zaskakująco dobre. W ubiegłym tygodniu liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych spadła w USA o 43 tys., do 348 tys. (wobec oczekiwanych 380 tys.). Dane te, to dobry prognostyk przed piątkowym raportem o sytuacji na rynku pracy.
Pomimo jednak, iż liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych spadła tak znacznie, pozytywnie zaskakując graczy, to jednak nie wywołała wzmożonych zakupów akcji. Podobnie zresztą jak optymistyczne wieści, jakie dzień wcześniej napłynęły z Cisco. Wall Street rozpoczął dzień od spadków. Być może przyczyną tego była wczorajsza decyzja Banku Anglii, który podwyższył o 25 pkt bazowych (do 3,75%) stopę repo. Taki krok był co prawda oczekiwany niemniej jednak jeżeli połączymy go z podobną decyzją Banku Australii, to można się obawiać, iż okres niskich stóp procentowych właśnie się skończył. A to nie jest dobra wiadomość dla giełdy. Zwłaszcza takiej, która akurat rozpoczyna dziewiąty miesiąc hossy.
Obecnie do przesilenia jest znacznie bliżej niż kiedykolwiek wcześniej (w ramach trwającego impulsu wzrostowego). Można zaryzykować tezę, że brakuje jedynie powodu, swoistego wyzwalacza, który doprowadziłby do zmiany trendu. Dopóki takowy się nie pojawi, posiadacze akcji mogą spać spokojnie. Niedźwiedzie są obecnie zbyt wystraszone, żeby ryzykować krótkie pozycje dłużej niż dzień, dwa.
Ten, utrzymujący się od dłuższego czasu status quo, doskonale widać na wykresach. Praktycznie od czerwca mamy do czynienia ze stabilizacją o lekko wzrostowym charakterze (Dow Jones, S&P500). Sytuację zmienić może dynamiczne, poparte odpowiednim obrotem, wyjście górą z trzymiesięcznych kanałów, w jakich znajdują się oba indeksy.
Analogicznie sygnałem sprzedaży będzie wybicie dołem z tychże kanałów, przy jednoczesnym pokonaniu 50- i 100-sesyjnych średnich. Czyli spadek poniżej 1010 pkt, w przypadku indeksu szerokiego rynku i 9400 pkt dla Średniej Przemysłowej.