Według danych Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty, wartość polskiego rynku telekomunikacyjnego w 2002 r. wynosiła 8,7 mld euro. Z tej kwoty 50% przypadało na telekomunikacyjne usługi telefonii stacjonarnej.
Z kolei Ministerstwo Infrastruktury podaje, że w końcu 2002 r. wskaźnik gęstości abonenckiej w Polsce, mierzony liczbą łączy głównych na 100 mieszkańców, wyniósł 30,72. Średnia dla krajów europejskich to 41,5, przy czym w Danii wskaźnik sięga 73,8, a w Holandii 65,3, tyle samo, ile w sąsiadujących z Polską Niemczech. Oznacza to, że do zachodnich standardów nieco jeszcze nam brakuje.
Szybko ich nie dogonimy
Z danych MI wynika, że liczba tradycyjnych łączy głównych (POTS) wzrosła w 2002 r. o 2,8% w porównaniu z 2001 r. Dynamicznie natomiast rozwijały się nowe, cyfrowe technologie telefonii stacjonarnej (ISDN). W końcu grudnia 2002 r. liczba łączy w dostępach ISDN (sieć cyfrowa z integracją usług) wynosiła 827,8 tys. (w tym w miastach - 735,5 tys.) i była o 67,9% wyższa niż przed rokiem. Różnice w tempie przyrostu linii cyfrowych widać także w tym roku. Na koniec czerwca było ich już 1,1 mln, czyli o ponad 30% więcej niż w grudniu 2002 r.
Ponieważ linie cyfrowe zastępują tradycyjne, ich przyrostu nie należy utożsamiać ze wzrostem bazy klientów operatorów. Jak wynika z trzeciego raportu monitorującego sektor telekomunikacyjny w krajach kandydujących, przygotowanego dla Komisji Europejskiej przez IBM, w 2002 roku liczba linii dzwoniących telefonii stacjonarnej wzrosła do 11,968 mln, czyli o 4,7% w porównaniu z 2001 r. (w tym samym czasie liczba użytkowników sieci komórkowych zwiększyła się o 38,8%).