Przed nami skrócony tydzień giełdowy. Będzie on jednocześnie okresem "wysypu" skonsolidowanych raportów finansowych za III kwartał. Można zakładać, że skoro dotąd największe firmy nie miały się czym pochwalić, to wyniki grup kapitałowych nie zmienią niepokojącego obrazu. Niepokojącego głównie dlatego, że latem spodziewano się znaczącej poprawy wyników w drugiej połowie roku. To była jedna z przyczyn imponującego wzrostu indeksów. Teraz okazuje, że oczekiwania przerosły rzeczywistość. Stąd obniżenie aktywności kupujących w ostatnich tygodniach. Jednak, aby indeksy mocniej spadały, potrzebni są sprzedający. A ci również powstrzymują się z decyzjami. Może ostatni kwartał 2003 r. przyniesie widoczną poprawę zysków. Może będzie trwać hossa na zagranicznych giełdach. Może wbrew wysokim wycenom akcji największych spółek będą je kupować fundusze. Może.
Banki będą w niełasce
Raporty finansowe banków odsłaniają skalę spustoszenia, jaką poczyniła dekoniunktura na rynku obligacji. W pierwszej połowie IV kwartału niekorzystna tendencja utrzymuje się. W najbardziej optymistycznym wariancie ograniczy ona przychody z operacji finansowych, w najgorszym - spowoduje, tak samo jak w III kwartale, straty. Nie widać przesłanek, aby ubytki z tego tytułu mogły zostać pokryte zwiększoną akcją kredytową.
Wykres siły relatywnej indeksu WIG-Banki względem WIG20 znajduje się od początku roku w wyraźnym trendzie malejącym. To oznacza, że na akcjach z tego sektora można było zarobić znacznie mniej od średniej rynkowej. Nie widać przesłanek do zmiany tej tendencji. Jeśli indeksy będą iść nadal w górę, banki będą zyskiwać odpowiednio mniej, w momencie pogorszenia koniunktury przyniosą zaś większe straty.
W Polsce w zasadzie tylko jeden raz mieliśmy do czynienia z cyklem podwyżek stóp procentowych. Od września 1999 r. do sierpnia 2000 r. stopa redyskontowa zwiększyła się z 15,5% do 21,5%. Przez większość tego czasu na giełdzie trwała silna zwyżka. Jednocześnie kursy banków rosły w znacznie mniejszym stopniu niż cały rynek.