Zgodnie z oczekiwaniami większości inwestorów, poniedziałkowa sesja miała czysto symboliczny charakter. Notowania w przeddzień święta zarówno w Polsce, jak i USA, upłynęły zgodnie ze znanym schematem. Wahania kursów okazały się niewielkie, a obrót znacznie niższy w porównaniu z sesją wcześniejszą. Atmosferę wyczekiwania na powrót do stanu normalnej płynności można było odczuć także na giełdach zachodnich. Ostatecznie kontrakty terminowe zakończyły dzień niewielką zmianą, a nudna sesja bardzo szybko zniknie ze świadomości inwestorów.

Z technicznego punktu widzenia obraz rynku nie uległ żadnym poważniejszym zmianom. Na parkiecie nadal panuje sytuacja patowa. Z jednej strony, pomimo niekorzystnej sytuacji wewnętrznej, strona podażowa nie kwapi się do silniejszej ofensywy. Z drugiej - sprzyjająca sytuacja na rynkach zagranicznych oraz brak alternatywy do lokowania środków (bessa na rynku obligacji zniechęca do inwestowania w papiery dłużne) sprawiają, że nie ma chętnych do wyzbywania się walorów. Ponadto, okres oczekiwania na wyniki spółek za III kwartał w naturalny sposób wpływa na spadek zmienności notowań. W efekcie na rynku kontraktów terminowych panuje nużący trend boczny, a amplituda wahań z każdą sesją jest coraz mniejsza.

Analizując wykres kontynuacyjny kontraktów na WIG20 silną barierę popytową można zlokalizować na poziomie około 1535 pkt, wyznaczoną przez linię łączącą ostatnie dwa lokalne minima. Przełamanie tego wsparcia mogłoby nieść za sobą bardzo negatywne konsekwencje. Górnym ograniczeniem trendu bocznego pozostaje 1630 pkt. Przebicie tego oporu otwiera drogę do ponownego ataku na poziom 1750 pkt. Nadchodzące sesje upłyną jednak pod dyktando publikowanych wyników.