Znałem kiedyś chłopa, który już przed wojną miał kilka włók ziemi, a więc był gospodarzem pełną gębą. Lubił wspominać, nie tylko z okazji 11 listopada. Z upływem czasu obraz II Rzeczpospolitej stawał się w jego oczach i opowieściach coraz piękniejszy, a niezgoda na parszywą rzeczywistość coraz większa. Była to zaś rzeczywistość PRL-owska, obiektywnie rzecz biorąc, wsi - przynajmniej w swej schyłkowej fazie - całkiem przyjazna.
Wspomniany chłop, mimo że dożył bardzo sędziwego wieku, nigdy nie brał renty rolniczej, ku rozpaczy rodziny i zgorszeniu reszty wsi. Należała mu się, a jakże. Uparcie jednak odmawiał, powołując się na przyczyny ideologiczne, wzmocnione wspomnieniem stalinowskiego aresztu. Innymi słowy, nie godził się na czerpanie korzyści z systemu, który, w jego ocenie, urągał zdrowemu rozsądkowi i przyzwoitości. Oczywiście, wśród sąsiadów uchodził za głupca.
Dziś mamy rencistów okupujących Ministerstwo Gospodarki w obawie przed weryfikacją świadczeń. W programie Hausnera jest mowa o cofnięciu nienależnych, np. kupionych, uprawnień. Widocznie jednak są tacy, którzy z przyczyn ideologicznych nie godzą się na odebranie im tego, co się im nie należy. Taka, Panie, teraz logika. Inne czasy, inne podejście.
Znam dobrze najbardziej kolejarskie swego czasu miasto w Polsce, które dało się poznać z żelaznych dróg już w "Lalce" Prusa. Wspominali czasem starsi mieszkańcy, że ciuchcie kursowały dawniej jak w szwajcarskim zegarku. Porządek panował ponoć w kolejowej firmie niczym w wojsku. Mundur przynosił zaszczyt, a w efekcie i godziwe zarobki. Dziś szykuje nam się strajk generalny na kolei. Proszę zgadnąć, czy w proteście przeciwko bałaganowi, brudowi i niekompetencji, czy w obronie połączeń, na których nikt nigdy nie kupował biletu (sam znam takie jedno), bo konduktor życzył sobie mniej, ale w łapę- Na pewno w obronie miejsc pracy. Pytanie tylko, których miejsc i jakiej pracy-
Znam, tym razem już tylko z przykłady profesorów, inżynierów i przedsiębiorców, którzy zostawali drzewiej politykami, nawet najważniejszymi w państwie, rezygnując z dobrych, nierzadko zagranicznych, posad i zawodowej sławy. No i państwo całkiem nieźle na tym wychodziło. Bez nich nie byłoby pewnie ani Gdyni, ani Centralnego Okręgu Przemysłowego.