Ekonomiści są zgodni: obserwowane od pewnego czasu ożywienie gospodarcze ma bezinflacyjny charakter. Precyzyjniejsze byłoby określenie "miało". Dane GUS wskazują, że kończy się czas niskiej, wręcz minimalnej inflacji. We wszystkich państwach rozwijających się inflacja jest wyższa niż w krajach rozwiniętych. W państwach UE wzrost PKB jest minimalny, inflacja zaś przekracza 2%. Dlatego może już za rok, zamiast wzrostu cen na poziomie 1,3% (październik 2003 r.), inflacja wyniesie 2,5-3,0%.

W naszych codziennych wydatkach poważną część stanowi zakup żywności. Rolnictwo zaś jest najbardziej nieprzewidywalną gałęzią naszej gospodarki. W ostatnich latach urodzaj sprzyjał niskim cenom płodów rolnych, a w efekcie stabilnym cenom żywności. Tegoroczna susza spowodowała, że czas stabilizacji nieuchronnie minął. Obawy konsumentów potęguje przekonanie, że po wejściu do Unii Europejskiej wzrośnie ogólny poziom cen artykułów spożywczych na naszym rynku.

Nieprzewidywalna jest cena ropy naftowej. Zależy nie tylko od tego, jak długo amerykańskie wojska pozostaną w Iraku i jak będzie przebiegała normalizacja życia w tym kraju. Ale także od dalszych wydarzeń na granicy izraelsko-palestyńskiej i efektów ogólnoświatowej walki z terroryzmem. Dzisiaj ropa na światowych rynkach drożeje. Na naszym rynku presję inflacyjną osłabia umacnianie się złotego wobec dolara. Jak długo trwać będzie taki stan- Trudno przewidzieć. Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo wzrostu cen paliw na stacjach benzynowych. Nie jest powiedziane, że opłata paliwowa jest już ostatnim pomysłem rodem z Ministerstwa Infrastruktury. Urzędnicy przekonują, że jej wprowadzenie nie zwiększy kosztów zatankowania samochodu, ale mało kto w to wierzy. Radosna twórczość urzędników może być znaczącym impulsem inflacyjnym.

Dotychczasowy spadek wartości złotego wobec euro miał niewielki wpływ na wzrost cen krajowych. Jednak w dłuższym okresie taka sytuacja jest trudna do utrzymania. W ciągu roku złoty stracił wobec unijnej waluty ponad 10% swojej wartości. Teraz czas na weryfikację cen nie tylko importowanych artykułów, ale wszystkich, do wyprodukowania których potrzebne są importowane komponenty. Mało jest na naszym rynku towarów nie mających tzw. wsadu dewizowego. Tylko patrzeć jak w gorączce przedświątecznych zakupów pojawią się hasła: "Wyjątkowa okazja: cena według ?starego? kursu euro". Będzie to wyraźny sygnał: od stycznia będzie drożej. Grudzień to okres silnego wzrostu popytu krajowego, a to zawsze jest pokusą do zmiany (czytaj: podniesienia) cen.

Odpowiedź na pytanie: o ile wzrosną ceny w przyszłym roku, zależy nie tylko od notowań dolara, euro, ropy naftowej czy cen żywności. Ale, a może przede wszystkim, od tego, co wydarzy się w Polsce po 1 maja 2004 roku. Od tego jak zmienią się: cło, akcyza oraz VAT, a także nasze dochody.