Wczoraj mieliśmy dość ciężką sesję, której wynik rozstrzygnęli arbitrażyści. Najpierw z samego rana indeksy nie poszły w górę za odbijającym Eurolandem i przeżywaliśmy kolejny mały dramat. Odrobienie strat na rynku kasowym zajęło niecałą godzinę, ale zdecydowanie więcej popytu biernie czekało na pierwszych ofertach, niż inicjowało transakcje. Choć z takiego odbicia nic wyjść nie mogło, to przynajmniej zatrzymana została przecena. Po skali ofert kupna wyraźnie było widać, że funduszom mocno zależy na utrzymaniu linii szyi podwójnego szczytu. Tak jak 100 pkt wyżej oglądaliśmy demonstracyjne oferty sprzedaży na najcięższych spółkach, tak wczoraj po raz pierwszy widać było to po lewej stronie tabeli.
Czar prysł tuż przed 14.00, gdy inwestorzy zniecierpliwieni przedłużającą się konsolidacją doprowadzili do zmniejszenia bazy na kontraktach. Do wyprzedaży koszyków akcji ruszyli wtedy arbitrażyści, będący przy tym chyba jedynymi kupującymi panicznie wyprzedawane kontrakty. Choć spadek wyniósł ponad 20 pkt, to należy zauważyć, że największe spółki wcale tak silnie w jego trakcie nie ucierpiały. To tylko potwierdza, że fundusze rękawicy jeszcze nie rzuciły i akurat wczorajsza przecena to bardziej zasługa nieefektywnej wyceny kontraktów niż kapitulacji byków.
Jeśli dodać do tego ruchu także spadek liczby otwartych pozycji o ponad 2 tys. szt., mniejsze o 1/3 obroty na rynku akcji, to z punktu widzenia niedźwiedzia jakość tego spadku jest dość wątpliwa. Wygląda więc na to, że na razie(!) zrealizujemy jedynie zasięg spadku po poniedziałkowym wybiciu z RGR i po przetestowaniu linii szyi podwójnego szczytu (kontrakty 1476 pkt, WIG20 punkt wyżej) ruszymy do jakiegoś odbicia. Z marszu wsparcia nie pokonamy, choć nie polecałbym stawiać na to jakichkolwiek pieniędzy, bo tańczymy na krawędzi przepaści.