Jeśli Stany Zjednoczone do połowy grudnia nie zlikwidują ceł na stal importowaną z Europy, to Unia wprowadzi opłaty na towary importowane z USA. Wymienia się wśród nich tekstylia, pomarańcze i stoły bilardowe. Rocznie Amerykanie sprzedają te towary w Europie za 2,2 mld USD. Sąd arbitrażowy Światowej Organizacji Handlu (WTO) 10 listopada uznał amerykańskie cła na stal za nielegalne i upoważnił Unię do zastosowania sankcji. Gdyby je wprowadzono, to byłaby to największa wojna celna w ośmioletniej historii WTO.
- Nie mogę powiedzieć stalownikom z Unii: "Widzicie, mamy przepisy, czasem przegrywamy, czasem wygrywamy, ale gdy wygrywamy, to inni nie muszą ich przestrzegać". Nasi producenci stali mają dużo do stracenia, chodzi o eksport wart 2 mld USD rocznie - stwierdził P. Lamy. Gdyby Unia zdecydowała się na podjęcie kroków odwetowych, na co wszystko wskazuje, to na niecały rok przed wyborami zmniejszyłaby szanse George?a W. Busha na drugą kadencję w Białym Domu.
Nakładając cła, Bush obiecał amerykańskim stalownikom utrzymanie ich do marca 2005 r. Zrezygnowanie z nich 15 miesięcy wcześniej niewątpliwie rozzłości United Steelworkers of America i inne grupy pracownicze, reprezentujące 150 tys. zatrudnionych. Przemysł stalowy skoncentrowany jest w Zachodniej Wirginii, Ohio i Pensylwanii, a z tych stanów pochodzi 47 z 270 głosów w Kolegium Elektorskim, potrzebnych do wyborczego zwycięstwa.
Unijne sankcje mają dotyczyć takich towarów, które bez trudu można kupić u dostawców spoza Stanów Zjednoczonych, tak by te kroki odwetowe nie zaszkodziły interesom spółek z 15 krajów Unii Europejskiej. Unia jest szóstym na świecie producentem stali i w ub.r. wyeksportowała jej do USA za 2,59 mld USD. Było to o 18% mniej niż rok wcześniej.
Chiny też protestują