Polskie akcje nie cieszą się ostatnio powodzeniem. Po serii czterech spadkowych sesji WIG20 ma wartość mniejszą o 9,1%. 1415 punktów to najniższe zamknięcie sesji od 11 sierpnia. Od szczytu z 1 września indeks stracił 17%. Odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało, można oczywiście szukać na zewnątrz. Rzeczywiście, w ostatnich dniach tąpnęło nieco na rynkach zagranicznych. Ale dużo mniej niż w Polsce. Na pewno swoje zrobiły zamachy terrorystyczne, które sprawiły, że inwestorzy zaczynają szukać bezpiecznych lokat. Będą zatem wycofywać pieniądze z rynków wschodzących na dojrzałe. Zamiast akcji będą wybierać obligacje. To jednak dalej nie tłumaczy, dlaczego w ostatnich dniach polski rynek akcji stracił ponad dwa razy więcej niż węgierski. Czynniki zewnętrzne nie tłumaczą też, dlaczego, w dniu, w którym kapitały płyną na rynek obligacji, u nas rentowność papierów dłużnych rosła.
Odwrotu od polskich aktywów upatrywałby w braku zaufania. Na przykład, do banków. "Pozytywnie należy ocenić spadek dynamiki strat spółki - kolejne przeglądy portfela kredytowego przynoszą coraz mniej niespodzianek" - napisało jedno z biur maklerskich, podsumowują dokonania Kredyt Banku w trzecim kwartale tego roku. Wczoraj spółka poinformowała, że utworzy rekordowe rezerwy na złe kredyty. Ich wysokość - 1,27 mld zł. Wyprzedaż na rynku obligacji to z kolei brak zaufania do wicepremiera Hausnera. Mówił o tym w wywiadzie dla naszej gazety John Lomax, analityk HSBC. Gdyby ktoś życzliwy wywiad ten wicepremierowi podsunął, to być może zająłby się on sprawą ograniczenia deficytu finansów publicznych poważnie. Nie tracił czasu na negocjowanie z kolejarzami. Darował sobie udział w obradach ministrów sektorów gospodarczych państw Inicjatywy Środkowoeuropejskiej. Bo kiedy wicepremier Hausner wyskakuje jak diabeł z pudełka przy każdej publicznej sprawie, która dzieje się w Polsce, nie wierzę, że ma jednocześnie czas pracować nad zmniejszeniem deficytu.