Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 23.11.2003 12:23

Marek Pryzmont

Teoretycznie można powiedzieć, że za zeszłotygodniowymi spadkami światowych

giełd stoją głównie terroryści. Weekendowe zamachy w Stambule rozpoczęły

przecenę niemal na wszystkich rynkach, włącznie (a wręcz przede wszystkim) z

GPW, a czwartkowa powtórka tylko to pogłębiła. Tyle teorii, bo tak mówi

Reklama
Reklama

"pani w dzienniku", a każdy inwestor zdaje sobie sprawę, że terrorystyczne

zamachy były tylko zapalnikiem rozpoczynającym przecenę. Aktywność

terrorystów od dłuższego czasu jest bardzo duża i do tej pory była

kompletnie ignorowana. Zamachy w Stambule niewiele różniły się od tych

poprzednich, ale jakże różny był już rynkowy nastrój. Teraz indeksy nie

atakowały szczytów, a broniły już wsparć. W hossie każda taka informacja

Reklama
Reklama

była ignorowana, a wręcz jeszcze dodawała siły indeksom, które pokazywały

odporność (naiwność) na złe informacje.

Zacznijmy więc od techniki na rynku amerykańskim, by zobaczyć jakie

szkody wywołały ostatnie spadki. W poniedziałek indeksy przebiły dołek

z 11 listopada i zakończyły okres konsolidacji Dow_i.gif Nasdaq_i.gif

SP500_i.gif Na kolejnych sesjach byki dwukrotnie podejmowały próbę powrotu

Reklama
Reklama

nad przebite wsparcie, ale za każdym razem odbijały się od wspomnianych

dołków. Jeśli spojrzeć na Dow.gif i Nasdaq.gif to skutki tego fatalne.

Zakończone zostały bowiem trendy wzrostowe na obu rynkach. Najważniejszy

jest jednak szeroki rynek, a tutaj można się już spierać. Analogiczna do Dow

linia została już przebita, a jeśli pociągnąć linie trendu analogicznie do

Reklama
Reklama

Nasdaq, to trend wzrostowy dalej obowiązuje SP500.gif Za

bardziej wiarygodne uznaje (niestety) to dolne ramie klina - czerwona linia.

W nadchodzącym tygodniu rynek ustawią dwie sprawy. Pierwsza to święto

"Thanksgiving", które spowoduje zamknięcie rynków w czwartek. Wiąże się to

oczywiście z tym, że piątkową sesję można spisać na straty (zamknięcie o

Reklama
Reklama

19:00), a po części dotyczy to też środowych notowań. Ten świąteczny tydzień

może w dowolną stronę trochę wypaczyć obraz rynku, szczególnie gdy weźmie

się pod uwagę obecne obawy o zamachy terrorystyczne, dla których Święto

Dziękczynienia jest idealnym celem. Inwestorzy już na początku tygodnia

zaczną się tego obawiać, choć ostatnie lata pokazują, że zamachy zawsze były

Reklama
Reklama

z zaskoczenia, a nie w pilnie strzeżone narodowe święta. Inna sprawa, że ta

druga wersja, ukazując bezradność wobec terroryzmu, przestraszyłaby rynki

wielokrotnie mocniej. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć, że będzie

trwała z tego powodu wyprzedaż. Wszyscy też bowiem zdają sobie sprawę, że

"co nas nie zabije, to nas wzmocni" i każda przecena rynku będzie tłumaczona

wspomnianymi obawami, a gdy długi weekend minie spokojnie, przyszły

poniedziałek zaczniemy od wzrostów. Zamiast poświęcać uwagę tej dowolnej

interpretacji lepiej zwrócić uwagę na drugi czynnik ustawiający w tym

tygodniu rynek - dane makro. Choć to świąteczny tydzień, publikacji mamy co

nie miara. Zaczyna się mocnym uderzeniem we wtorek, gdy poznamy zrewidowaną

wartość dynamiki PKB za III kwartał. Prognozy mówią o rewizji w górę do

7,3-7,6%. Jeszcze 2 tygodnie byłbym pewny rewizji w dół, ale jeśli

uwzględnić ostatnie dane pokazujące znaczny wzrost zapasów przedsiębiorstw

(prognoza 0,0 było +0,3%) oraz zaskakująco świetne rekordowe dane z rynku

nieruchomości Building_Permits.gif Housing_Starts.gif (z rewizjami za

poprzednie miesiące) to choć wydatki konsumentów wyraźnie załamały się we

wrześniu, nie wykluczałbym (choć prognozuję gorsze) tak dobrych danych. We

wtorek dostaniemy jeszcze

kolejne dane z rynku nieruchomości, tym razem pokazujące sprzedaż domów na

rynku wtórnym (lub w piątek), a do tego na deser odczyt listopadowego

wsiem długiego

weekendu - Beżową Księga, bardzo istotna ze względu na dość spore emocje

związane z prognozami dotyczącymi terminu pierwszej podwyżki stóp

procentowych. Jak widać natłok danych ogromny, a zmniejszona aktywność

świątecznego tygodnia tylko wzmocni reakcję.

Zajmijmy się teraz amerykańskim protekcjonizmem, tak silnie krytykowanym

przez media. Nie lubię poruszać tak szeroko opisywanych tematów, ale

chciałbym zwrócić uwagę na jedną sprawę. Spotkałem wiele opinii, które

nakładane cła/ograniczenia uważają za korzystne dla amerykańskiej

gospodarki. Ratują przemysł stalowy i miejsca pracy z nim związane,

ograniczają tani import ratując miejsca pracy i zmniejszając deficyt

handlowy. A wszystkie konsekwencje z tym związane (np. cła karne) choć mogą

okazać się ekonomicznie (plus politycznie) kosztowne, to w ogólnym

rozliczeniu dla amerykańskiej gospodarki będą korzystne. Warto bowiem czasem

poświęcić np. pomarańcze z Florydy, dla ochrony przemysłu stali. Jeśli

pominąć szkody jakie niesie to dla całego światowego handlu, to pod jednym

warunkiem możnaby to uznać za korzystne - decyzja taka musi być podyktowana

względami e k o n o m i c z n y m i a nie politycznymi. Zobaczmy jak

jest obecnie w dwóch najgłośniejszych przypadkach.

W 2002 Bush nałożył cła na import stali. Oficjalnie powoływano się na

argumenty ekonomiczne, takie jak ochrona miejsc pracy, teraz zaś widać, że

przynosi to więcej szkód niż pożytku, a decyzja była stricte polityczna

(lobby producentów stali jest bardzo silne i wpływowe politycznie), a nie

ekonomiczna. 35% cła na stal spowodowały oczywiście wzrost krajowej

produkcji i zatrzymały lawinę zwolnień. Tyle tylko, że przerwa (ale nie

odbicie) w redukowaniu

miejsc pracy trwała zaledwie kilka miesięcy i masowe zwolnienia są obecnie

dalej kontynuowane (nowe minima), a nałożone cła oczywiście spowodowały

wzrost cen stali. Część odbiorców stali, tacy choćby jak przemysł

samochodowy, odpowiedzieli na taką politykę ... przeniesieniem produkcji do

Kanady, lub Meksyku. Nie trzeba przypominać, że wiąże się to ze wzrostem

bezrobocia. Trudno oczywiście powiedzieć konkretną liczbę, ile dokładnie

miejsc pracy w przemyśle stalowym uratowały cła, a ile z tego powodu uciekło

za granicę. Wielu ekonomistów sądzi jednak, że w krótkim terminie obie te

liczby się znoszą, a w długim terminie fatalnie wpływają na gospodarkę (co

widać po obecnym spadku zatrudnienia w przemyśle stalowym, przy dalej

wysokich cenach stali i ciągłej ochronie rynku). Nawet nie wspominam tutaj,

że w połowie grudnia UE na podstawie wyroku Trybunału może nałożyć karne cła

wartości 2,2 mld $, a takie spory handlowe oprócz kosztów po obu stronach,

fatalnie wpływają na całą światową gospodarkę.

Dlaczego więc Bush nałożył cła na stal ? Dokładnie z tego samego powodu, dla

którego obecnie podjął decyzje o wprowadzeniu kwot importowych na część

tekstyliów z Chin - z powodu polityki. Co prawda jeśli spojrzeć na cieniutki

amerykański EKSPORT.gif i ogromny IMPORT.gif powodujący rekordowy

niebezpieczny deficyt handlowy BILANS.gif , to faktycznie pożądane byłoby

przywrócić równowagę i ochronić miejsca pracy, które zabierają importowane

produkty. To właśnie ten ostatni argument jest główną przesłanką prezydenta,

szykującego się do kampanii wyborczej i chcącego za wszelką cenę obniżyć

bezrobocie. Ale nie tędy droga ! Po pierwsze cła dotyczą jedynie 5%

eksportowanych przez Chiny produktów. Po drugie USA znowu zostanie ukarana

sankcjami karnymi ze strony Światowej Organizacji Handlu. Po trzecie USA

naraża się, że Chiny będące obecnie głównym źródłem finansowania

amerykańskiego deficytu pójdą z USA na wojnę, a taki scenariego od 5-ciu lat. Inwestorzy

zostawili tylko 4,19 mld dolarów we wrześniu czyli tylko 8,3% tego co w

sierpniu. Po piąte co innego ograniczenia w imporcie stali, a co innego w

imporcie staników. Dotknięci sankcjami chińscy producenci po prostu

przeniosą tanią i prostą produkcję do np. do Wietnamu i jeszcze zwiększą

eksport. A może jednak się mylę i protekcjonizm jest dobry ? Tak jednak nie

sądzi zarówno Warren Buffet, dziesiątki innych autorytetów na świecie, czy

też sam Greenspan, który w czwartkowym wystąpieniu powiedział, że

"nasilający się protekcjonizm musi zostać koniecznie pokonany zanim

zaszkodzi globalizacji, która jest warunkiem, aby USA poradziły sobie z

rekordowym deficytem budżetowym." Dlaczego więc Bush wprowadza takie

ograniczenia ? Już mówiłem - zagrywka czysto polityczna, która przed

wyborami ma pokazać, że prezydent "tworzy" miejsca pracy, które jak

powszechnie się uważa, "zabierają" importerzy. Wspomniane działania, wraz z

cichym przyzwoleniem na osłabienie dolara (po decyzji w sprawie Chin nowe

dołki) to najlepsza droga, by nie tylko powtórzyć karierę ojca (przegrał

reelekcję z powodu słabej kondycji gospodarki), ale też powtórzyć scenariusz

prezydenta Nixona, wpędzającego gospodarkę podobnymi działaniami w

stagnację. Nieprzypadkowe w tym kontekście wydaje się ogłoszenie decyzji o

ograniczeniach importu z Chin kilka godzin po opublikowaniu najnowszej

ankiety CNN/Gallupa w której poparcie prezydenta spadło do najniższego

poziomu od początku kadencji - 50%. Polityka wzięła więc górę, a w dłuższym

terminie zapłacą za to giełdowe byki.

Greenspan w tym tygodniu nie tylko wyrażał zaniepokojenie

amerykańskim protekcjonizmem. Kilka cierpkich słów dostało się też funduszom

inwestycyjnym, choć tutaj też spora zasługa nieuczciwych maklerów

walutowych. Wraz z ministrem skarbu szef FED apelował o uczciwość i

przejrzystość działań. Każdy wciąż pamięta bowiem Enrona i załamanie

zaufania konsumentów które zostało wywołane tymi nadużyciami. Od parunastu

tygodni przestępcze praktyki w instytucjach finansowych wychodzą już niemal

na każdym kroku. Aż dziw bierze, że zupełnie nie widać nawet zaniepokojenia

wśród indywidualnych inwestorów. Pieniądze do funduszy płyną szerokim

strumieniem. Październik pobił najprawdopodobniej rekordy sprzed roku

Fundusze_USA.gif a w listopadzie według pierwszych danych inwestorzy cały

czas kupują akcje. Pomimo miliardowych wypłat z funduszy którym zarzuca się

nieprawidłowości w ostatnich dwóch tygodniach do zarządzania (w akcje)

napłynęło 3,5 mld każdego tygodnia (według AMG i US Bancorp Piper Jaffray).

Byk powie, że to dobrze, będzie podstawa do hossy. Niedźwiedź zauważy, że

taka ignorancja, brak strachu i zasłuchanie w medialną papkę o ożywieniu

jasno pokazuje, że w owczym pędzie kupione teraz akcje zysku przynieść nie

mogą.

Na koniec kilka słów o naszym rynku, choć nie ukrywam, że inwestowanie na

nim staje się coraz mniej przyjemne. Rynek opanowały bowiem duże fundusze,

które mogą paroma zleceniami wypaczyć wynik sesji. Do tego jeszcze dochodzą

spekulacje koszykami, które często pod płaszczykiem arbitrażu mają jedynie

na celu ruszenie indeksem w pożądanym kierunku i z prawdziwym arbitrażem

mają niewiele wspólnego. Coraz częściej drobnym inwestorom pozostaje jedynie

trzymanie się analizy technicznej i reagowanie na generowane przez nią

sygnały. W innym przypadku (patrz sprzedaż pakietu PEO przez EBOIR) szeroki

rynek dowiaduje się o niektórych ważnych informacjach ze sporym opóźnieniem,

gdy kurs je już dawno uwzględnił.

A analiza techniczna bykom wyjątkowo nie sprzyja. Spadek z tego tygodnia

wyraźnie bowiem złamał trendy wzrostowe wig20.gif wig20fu wiarygodne na naszym rynku, ale optymiści

pocieszać się mogą utrzymaniem wsparcia na indeksie cenowym Cenowy.gif co w

dużej mierze udziałem małych spółek WIRR.gif Zasięg spadku z tych podwójnych

szczytów mierzony jest wysokością formacji. Widać więc, że pod nami

przepaść. Czy spadniemy na jej samo dno ?

Pisałem już, że to bardzo złe pytanie. Należy założyć, że spadniemy, a

pytanie zadawać sobie możemy tylko takie, "kiedy spadku nie zrealizujemy".

Na razie w piątek kontrakty z indeksem zrobiły podwójne dno i realizując

jego zasięg wykonują ruch powrotny. Póki co, tylko ruch powrotny. Oczywiście

zbrodnią byłoby porównywanie krótkoterminowej formacji podwójnego dna, ze

średnioterminową podwójnego szczytu. Zanegowaniem tej drugiej byłby powrót

kontraktów i indeksu nad linię szyi, wraz z zakryciem ostatnich luk bessy

Kontrakty_i.gif Indeks_i.gif

Bardzo silne wyprzedanie rynku i jego ostatnia wyjątkowa słabość na tle

światowych indeksów sprzyjać będą teraz odbiciu. Warto jednak pamiętać, że

wyprzedanie rynku w samo w sobie nie powinno być podstawą do kupna. W tym

tygodniu paru analityków sugerowało trwalsze wzrosty powołując się właśnie

na ten techniczny argument. Faktycznie rynek aż prosi o odbicie, ale na

średnioterminowych wskaźnikach wszystkie dywergencje były jedynie przy

szczycie, a obecnie większość potwierdza obecny spadek. Do wyprzedania też

im daleko. Z kolei w krótkim terminie faktycznie wskaźniki w strefie silnego

wyprzedania ale zobaczmy na przykład na CCI.gif który podobne niskie

wartości zanotował tylko 3-krotnie i tak silne wyprzedanie było tak naprawdę

dopiero początkiem trendu. Dla Ultimate połowa przypadków zakończyła się

odbiciem, połowa była początkiem przeceny Ultimate.gif

Góra dół ? Technika wskazuje na spadek, a ostatni wzrost traktować trzeba

jeszcze jako odreagowanie. Jeśli patrzeć na ciągle płynące (także do

polskich) środki do akcyjnych funduszy, korzystny dla akcji kalendarz

(począwszy od uwalniania lokat antypodatkowych, a skończywszy na tradycyjnie

bardzo dobrym dla akcji przełomie roku), to nie zdziwiłbym się w nagłe

przebudzenie rodzimych funduszy. Na razie jednak kierunek wyznaczony został

na południe, a jego anulowanie to wspomniane zamknięcie luk bessy. Radziłbym

przy tym obserwować także węgierski BUX.gif który przy analogicznej formacji

i wyraźnej korelacji naszych rynków musiałby także potwierdzić anulowanie

podwójnego szczytu.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama