z zaskoczenia, a nie w pilnie strzeżone narodowe święta. Inna sprawa, że ta
druga wersja, ukazując bezradność wobec terroryzmu, przestraszyłaby rynki
wielokrotnie mocniej. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć, że będzie
trwała z tego powodu wyprzedaż. Wszyscy też bowiem zdają sobie sprawę, że
"co nas nie zabije, to nas wzmocni" i każda przecena rynku będzie tłumaczona
wspomnianymi obawami, a gdy długi weekend minie spokojnie, przyszły
poniedziałek zaczniemy od wzrostów. Zamiast poświęcać uwagę tej dowolnej
interpretacji lepiej zwrócić uwagę na drugi czynnik ustawiający w tym
tygodniu rynek - dane makro. Choć to świąteczny tydzień, publikacji mamy co
nie miara. Zaczyna się mocnym uderzeniem we wtorek, gdy poznamy zrewidowaną
wartość dynamiki PKB za III kwartał. Prognozy mówią o rewizji w górę do
7,3-7,6%. Jeszcze 2 tygodnie byłbym pewny rewizji w dół, ale jeśli
uwzględnić ostatnie dane pokazujące znaczny wzrost zapasów przedsiębiorstw
(prognoza 0,0 było +0,3%) oraz zaskakująco świetne rekordowe dane z rynku
nieruchomości Building_Permits.gif Housing_Starts.gif (z rewizjami za
poprzednie miesiące) to choć wydatki konsumentów wyraźnie załamały się we
wrześniu, nie wykluczałbym (choć prognozuję gorsze) tak dobrych danych. We
wtorek dostaniemy jeszcze
kolejne dane z rynku nieruchomości, tym razem pokazujące sprzedaż domów na
rynku wtórnym (lub w piątek), a do tego na deser odczyt listopadowego
wsiem długiego
weekendu - Beżową Księga, bardzo istotna ze względu na dość spore emocje
związane z prognozami dotyczącymi terminu pierwszej podwyżki stóp
procentowych. Jak widać natłok danych ogromny, a zmniejszona aktywność
świątecznego tygodnia tylko wzmocni reakcję.
Zajmijmy się teraz amerykańskim protekcjonizmem, tak silnie krytykowanym
przez media. Nie lubię poruszać tak szeroko opisywanych tematów, ale
chciałbym zwrócić uwagę na jedną sprawę. Spotkałem wiele opinii, które
nakładane cła/ograniczenia uważają za korzystne dla amerykańskiej
gospodarki. Ratują przemysł stalowy i miejsca pracy z nim związane,
ograniczają tani import ratując miejsca pracy i zmniejszając deficyt
handlowy. A wszystkie konsekwencje z tym związane (np. cła karne) choć mogą
okazać się ekonomicznie (plus politycznie) kosztowne, to w ogólnym
rozliczeniu dla amerykańskiej gospodarki będą korzystne. Warto bowiem czasem
poświęcić np. pomarańcze z Florydy, dla ochrony przemysłu stali. Jeśli
pominąć szkody jakie niesie to dla całego światowego handlu, to pod jednym
warunkiem możnaby to uznać za korzystne - decyzja taka musi być podyktowana
względami e k o n o m i c z n y m i a nie politycznymi. Zobaczmy jak
jest obecnie w dwóch najgłośniejszych przypadkach.
W 2002 Bush nałożył cła na import stali. Oficjalnie powoływano się na
argumenty ekonomiczne, takie jak ochrona miejsc pracy, teraz zaś widać, że
przynosi to więcej szkód niż pożytku, a decyzja była stricte polityczna
(lobby producentów stali jest bardzo silne i wpływowe politycznie), a nie
ekonomiczna. 35% cła na stal spowodowały oczywiście wzrost krajowej
produkcji i zatrzymały lawinę zwolnień. Tyle tylko, że przerwa (ale nie
odbicie) w redukowaniu
miejsc pracy trwała zaledwie kilka miesięcy i masowe zwolnienia są obecnie
dalej kontynuowane (nowe minima), a nałożone cła oczywiście spowodowały
wzrost cen stali. Część odbiorców stali, tacy choćby jak przemysł
samochodowy, odpowiedzieli na taką politykę ... przeniesieniem produkcji do
Kanady, lub Meksyku. Nie trzeba przypominać, że wiąże się to ze wzrostem
bezrobocia. Trudno oczywiście powiedzieć konkretną liczbę, ile dokładnie
miejsc pracy w przemyśle stalowym uratowały cła, a ile z tego powodu uciekło
za granicę. Wielu ekonomistów sądzi jednak, że w krótkim terminie obie te
liczby się znoszą, a w długim terminie fatalnie wpływają na gospodarkę (co
widać po obecnym spadku zatrudnienia w przemyśle stalowym, przy dalej
wysokich cenach stali i ciągłej ochronie rynku). Nawet nie wspominam tutaj,
że w połowie grudnia UE na podstawie wyroku Trybunału może nałożyć karne cła
wartości 2,2 mld $, a takie spory handlowe oprócz kosztów po obu stronach,
fatalnie wpływają na całą światową gospodarkę.
Dlaczego więc Bush nałożył cła na stal ? Dokładnie z tego samego powodu, dla
którego obecnie podjął decyzje o wprowadzeniu kwot importowych na część
tekstyliów z Chin - z powodu polityki. Co prawda jeśli spojrzeć na cieniutki
amerykański EKSPORT.gif i ogromny IMPORT.gif powodujący rekordowy
niebezpieczny deficyt handlowy BILANS.gif , to faktycznie pożądane byłoby
przywrócić równowagę i ochronić miejsca pracy, które zabierają importowane
produkty. To właśnie ten ostatni argument jest główną przesłanką prezydenta,
szykującego się do kampanii wyborczej i chcącego za wszelką cenę obniżyć
bezrobocie. Ale nie tędy droga ! Po pierwsze cła dotyczą jedynie 5%
eksportowanych przez Chiny produktów. Po drugie USA znowu zostanie ukarana
sankcjami karnymi ze strony Światowej Organizacji Handlu. Po trzecie USA
naraża się, że Chiny będące obecnie głównym źródłem finansowania
amerykańskiego deficytu pójdą z USA na wojnę, a taki scenariego od 5-ciu lat. Inwestorzy
zostawili tylko 4,19 mld dolarów we wrześniu czyli tylko 8,3% tego co w
sierpniu. Po piąte co innego ograniczenia w imporcie stali, a co innego w
imporcie staników. Dotknięci sankcjami chińscy producenci po prostu
przeniosą tanią i prostą produkcję do np. do Wietnamu i jeszcze zwiększą
eksport. A może jednak się mylę i protekcjonizm jest dobry ? Tak jednak nie
sądzi zarówno Warren Buffet, dziesiątki innych autorytetów na świecie, czy
też sam Greenspan, który w czwartkowym wystąpieniu powiedział, że
"nasilający się protekcjonizm musi zostać koniecznie pokonany zanim
zaszkodzi globalizacji, która jest warunkiem, aby USA poradziły sobie z
rekordowym deficytem budżetowym." Dlaczego więc Bush wprowadza takie
ograniczenia ? Już mówiłem - zagrywka czysto polityczna, która przed
wyborami ma pokazać, że prezydent "tworzy" miejsca pracy, które jak
powszechnie się uważa, "zabierają" importerzy. Wspomniane działania, wraz z
cichym przyzwoleniem na osłabienie dolara (po decyzji w sprawie Chin nowe
dołki) to najlepsza droga, by nie tylko powtórzyć karierę ojca (przegrał
reelekcję z powodu słabej kondycji gospodarki), ale też powtórzyć scenariusz
prezydenta Nixona, wpędzającego gospodarkę podobnymi działaniami w
stagnację. Nieprzypadkowe w tym kontekście wydaje się ogłoszenie decyzji o
ograniczeniach importu z Chin kilka godzin po opublikowaniu najnowszej
ankiety CNN/Gallupa w której poparcie prezydenta spadło do najniższego
poziomu od początku kadencji - 50%. Polityka wzięła więc górę, a w dłuższym
terminie zapłacą za to giełdowe byki.
Greenspan w tym tygodniu nie tylko wyrażał zaniepokojenie
amerykańskim protekcjonizmem. Kilka cierpkich słów dostało się też funduszom
inwestycyjnym, choć tutaj też spora zasługa nieuczciwych maklerów
walutowych. Wraz z ministrem skarbu szef FED apelował o uczciwość i
przejrzystość działań. Każdy wciąż pamięta bowiem Enrona i załamanie
zaufania konsumentów które zostało wywołane tymi nadużyciami. Od parunastu
tygodni przestępcze praktyki w instytucjach finansowych wychodzą już niemal
na każdym kroku. Aż dziw bierze, że zupełnie nie widać nawet zaniepokojenia
wśród indywidualnych inwestorów. Pieniądze do funduszy płyną szerokim
strumieniem. Październik pobił najprawdopodobniej rekordy sprzed roku
Fundusze_USA.gif a w listopadzie według pierwszych danych inwestorzy cały
czas kupują akcje. Pomimo miliardowych wypłat z funduszy którym zarzuca się
nieprawidłowości w ostatnich dwóch tygodniach do zarządzania (w akcje)
napłynęło 3,5 mld każdego tygodnia (według AMG i US Bancorp Piper Jaffray).
Byk powie, że to dobrze, będzie podstawa do hossy. Niedźwiedź zauważy, że
taka ignorancja, brak strachu i zasłuchanie w medialną papkę o ożywieniu
jasno pokazuje, że w owczym pędzie kupione teraz akcje zysku przynieść nie
mogą.
Na koniec kilka słów o naszym rynku, choć nie ukrywam, że inwestowanie na
nim staje się coraz mniej przyjemne. Rynek opanowały bowiem duże fundusze,
które mogą paroma zleceniami wypaczyć wynik sesji. Do tego jeszcze dochodzą
spekulacje koszykami, które często pod płaszczykiem arbitrażu mają jedynie
na celu ruszenie indeksem w pożądanym kierunku i z prawdziwym arbitrażem
mają niewiele wspólnego. Coraz częściej drobnym inwestorom pozostaje jedynie
trzymanie się analizy technicznej i reagowanie na generowane przez nią
sygnały. W innym przypadku (patrz sprzedaż pakietu PEO przez EBOIR) szeroki
rynek dowiaduje się o niektórych ważnych informacjach ze sporym opóźnieniem,
gdy kurs je już dawno uwzględnił.
A analiza techniczna bykom wyjątkowo nie sprzyja. Spadek z tego tygodnia
wyraźnie bowiem złamał trendy wzrostowe wig20.gif wig20fu wiarygodne na naszym rynku, ale optymiści
pocieszać się mogą utrzymaniem wsparcia na indeksie cenowym Cenowy.gif co w
dużej mierze udziałem małych spółek WIRR.gif Zasięg spadku z tych podwójnych
szczytów mierzony jest wysokością formacji. Widać więc, że pod nami
przepaść. Czy spadniemy na jej samo dno ?
Pisałem już, że to bardzo złe pytanie. Należy założyć, że spadniemy, a
pytanie zadawać sobie możemy tylko takie, "kiedy spadku nie zrealizujemy".
Na razie w piątek kontrakty z indeksem zrobiły podwójne dno i realizując
jego zasięg wykonują ruch powrotny. Póki co, tylko ruch powrotny. Oczywiście
zbrodnią byłoby porównywanie krótkoterminowej formacji podwójnego dna, ze
średnioterminową podwójnego szczytu. Zanegowaniem tej drugiej byłby powrót
kontraktów i indeksu nad linię szyi, wraz z zakryciem ostatnich luk bessy
Kontrakty_i.gif Indeks_i.gif
Bardzo silne wyprzedanie rynku i jego ostatnia wyjątkowa słabość na tle
światowych indeksów sprzyjać będą teraz odbiciu. Warto jednak pamiętać, że
wyprzedanie rynku w samo w sobie nie powinno być podstawą do kupna. W tym
tygodniu paru analityków sugerowało trwalsze wzrosty powołując się właśnie
na ten techniczny argument. Faktycznie rynek aż prosi o odbicie, ale na
średnioterminowych wskaźnikach wszystkie dywergencje były jedynie przy
szczycie, a obecnie większość potwierdza obecny spadek. Do wyprzedania też
im daleko. Z kolei w krótkim terminie faktycznie wskaźniki w strefie silnego
wyprzedania ale zobaczmy na przykład na CCI.gif który podobne niskie
wartości zanotował tylko 3-krotnie i tak silne wyprzedanie było tak naprawdę
dopiero początkiem trendu. Dla Ultimate połowa przypadków zakończyła się
odbiciem, połowa była początkiem przeceny Ultimate.gif
Góra dół ? Technika wskazuje na spadek, a ostatni wzrost traktować trzeba
jeszcze jako odreagowanie. Jeśli patrzeć na ciągle płynące (także do
polskich) środki do akcyjnych funduszy, korzystny dla akcji kalendarz
(począwszy od uwalniania lokat antypodatkowych, a skończywszy na tradycyjnie
bardzo dobrym dla akcji przełomie roku), to nie zdziwiłbym się w nagłe
przebudzenie rodzimych funduszy. Na razie jednak kierunek wyznaczony został
na południe, a jego anulowanie to wspomniane zamknięcie luk bessy. Radziłbym
przy tym obserwować także węgierski BUX.gif który przy analogicznej formacji
i wyraźnej korelacji naszych rynków musiałby także potwierdzić anulowanie
podwójnego szczytu.
[email protected]