Uchwalony minionej nocy przez węgierski parlament deficyt budżetowy ma wynieść w przyszłym roku 783 mld forintów (3,5 mld USD), a więc 3,8% produktu krajowego brutto. W tym roku deficyt ma zamknąć się kwotą 920 mld forintów - prognozuje Ministerstwo Finansów. Węgierski parlament będzie jeszcze kontynuował debatę budżetową, a ostateczne głosowanie przewidziano na grudzień. Uchwalone wczoraj podstawowe założenia nie mogą być już jednak zmienione.

Rządy Polski, Czech i Węgier, trzech największych spośród 10 krajów przystępujących w maju do Unii Europejskiej, muszą wybierać między obniżaniem deficytów i utrzymaniem kosztownych programów opieki socjalnej. To pierwsze jest konieczne, by spełnić kryteria przyjęcia wspólnej waluty. Drugie zaś wynika z obietnic składanych w czasie wyborów, które przed dwoma laty dały im władzę.

Węgry zapowiadają gotowość do przyjęcia euro w 2008 r. W Czechach pojawia się coraz więcej opinii, że najwcześniej będzie to możliwe w 2010 r. Daniel Heler, wiceprezes drugiego co do wielkości tamtejszego banku Ceska Sporitelna, powiedział na konferencji w Londynie, że przez lata po przystąpieniu do Unii czeska gospodarka pozostanie na uboczu, jeśli rząd będzie zmniejszał wydatki i utrzymywał zadłużenie na poziomie koniecznym do przyjęcia euro. Jego zdaniem, czeskie firmy nie podołają konkurencji zachodnich rywali. - Powinniśmy pozostawać poza strefą euro tak długo jak to możliwe, by zapewnić rzeczywistą konwergencję gospodarczą. Samo wejście do Unii niewiele znaczy dla siły gospodarki - powiedział Heler.

OECD w opublikowanym wczoraj raporcie podziela obawy praskiego bankowca i prognozuje, że Czechy spełnią warunki konieczne do przyjęcia euro najwcześniej w 2010 r. W tym roku ich deficyt budżetowy wyniesie 7,6% PKB.