Początek bieżącego tygodnia na giełdach za oceanem, zamiast oczekiwanego sygnału sprzedaży, przyniósł silny wzrost wszystkich głównych indeksów. Mimo tego, cały czas trudno oprzeć się wrażeniu, że amerykański rynek wygląda nienajlepiej. Podobnie sytuacja przedstawia się na giełdach zachodnioeuropejskich. Tu również większość indeksów zwyżkuje od kilku sesji. Cały ten wzrost bardziej jednak przypomina ruch powrotny do przełamanych wsparć niż kolejny impuls wzrostowy.
S&P 500 nie zdołał przełamać dolnego ograniczenia kanału wzrostowego. Po spadku w jego okolicę na rynku pojawił się silny popyt, który wyniósł indeks kilkadziesiąt punktów w górę. Cały czas jednak znajduje się poniżej szczytu z połowy listopada na poziomie 1064 punktów. Do momentu jego zdecydowanego pokonania wysoce prawdopodobny wydaje mi się ponowny test dolnego ograniczenia kanału, biegnącego obecnie w okolicach 1038 punktów. Jeśli przyszłe wydarzenia rzeczywiście miałby się potoczyć zgodnie z przedstawionym scenariuszem, to najprawdopodobniej tym razem doszłoby do przełamania wsparcia i zmiany trendu na spadkowy. Stosunkowo trudno określić ich skalę. W najlepszym przypadku powinna rozpocząć się co najmniej kilkutygodniowa korekta z zasięgiem na 960 punktów, ale w obecnej chwili nie można wykluczyć nawet powrotu do długoterminowego trendu spadkowego.
Na giełdach środkowoeuropejskich utrzymała się w ostatnim tygodniu tendencja spadkowa, rozpoczęta jeszcze w pierwszej połowie bieżącego miesiąca. Najsłabszy ponownie okazał się WIG, który jako jedyny, zniżkował poniżej dołka z przełomu września i października. BUX i PX50, choć jeszcze nie osiągnęły analogicznych poziomów, to jednak z pewnością mają na to szansę wciągu kolejnych sesji. W krótkim terminie nie widzę na razie powodów, by spadki miały ulec zakończeniu. Zarazem jednak w średnim horyzoncie inwestycyjnym można mieć nadzieję, że korekta zbliża się ku końcowi. Ustanowienia lokalnego minimum można się spodziewać wciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni.