Zdaniem Witolda Orłowskiego, szefa zespołu doradców ekonomicznych prezydenta, nie ma wątpliwości, że polska gospodarka wchodzi w fazę ożywienia. Żeby jednak utrzymać ją w tym stanie, potrzeba reformy finansów publicznych. - W tym kontekście to, co nazywamy planem Hausnera, jest absolutnym minimum, które trzeba zrealizować. Oprócz tego potrzeba reformy służby zdrowia i państwowych przedsiębiorstw, takich jak PKP i branża górnicza - powiedział W. Orłowski. W opinii prezydenckich ekonomistów, tylko wtedy wzrost gospodarczy w dłuższej perspektywie utrzyma się na wysokim poziomie, ok. 4, 5%.
Jednak brak zdecydowanych działań oszczędnościowych ze strony rządu będzie oznaczać stabilizację wzrostu gospodarczego na poziomie ok. 3% PKB. - A wtedy nie mamy szans na zmniejszenie bezrobocia, które będzie oscylować w okolicy 20%. Płace nie wzrosną, a frustracja społeczeństwa będzie się pogłębiać - uważa W. Orłowski. Brak determinacji do wprowadzenia planu Hausnera nie pozwoli też uniknąć przekroczenia 60-proc. granicy relacji długu publicznego do PKB. - Zgodnie z programem Hausnera, w pewnym momencie zbliżymy się do tej granicy na kilkadziesiątych części procenta. To oznacza, że zamierzenia rządu muszą się sprawdzić w każdym calu. Tymczasem wystarczy, że złoty nieco osłabnie i okaże się, że jesteśmy już poza tą granicą. Dlatego rząd musi zrobić coś jeszcze. Myślę tu właśnie o wspomnianej reformie służby zdrowia i restrukturyzacji deficytowych branż - mówi W. Orłowski.
Prezydenccy ekonomiści uważają, że duże znaczenie dla powodzenia planu Hausnera ma jego społeczny odbiór. Debata, którą zaproponował wicepremier, może pomóc w zyskaniu poparcia dla tego programu. Jednak nie można czekać do jej zakończenia z przygotowywaniem aktów prawnych, które go urzeczywistnią. - Aby wykazać determinację, rząd powinien przygotować odpowiednie korekty budżetu na 2004 rok, by już w przyszłym roku poczynić oszczędności - uważa szef doradców prezydenta.