Światowe giełdy nie pracowały wczoraj w normalnym rytmie. A to za sprawą Święta Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych, które unieruchomiło dwie największe giełdy na świecie - New York Stock Exchange (NYSE) i Nasdaq. W takich okolicznościach brakowało tradycyjnych impulsów "zza Atlantyku", na które oczekują inwestorzy na wszystkich chyba rynkach świata.

W Europie przyciągnęły wczoraj uwagę pozytywne raporty makroekonomiczne. Francuzi poinformowali o wzroście zaufania przedsiębiorców, rząd szwajcarski opublikował dane pokazujące, że gospodarka tego kraju wydobyła się z recesji. Ponadto członkowie rady Europejskiego Banku Centralnego - Ernst Welteke - oficjalnie powiedział, że deprecjacja dolara może szkodzić światowej gospodarce. Wśród indeksów największych giełd najwięcej zyskał frankfurcki DAX - 0,86%. Inwestorzy za naszą zachodnią granicą kupowali chętnie walory koncernu high-tech Siemens (+0,9%). Analitycy banku inwestycyjnego Lehman Brothers podtrzymali dla spółki rekomendację "lepiej niż rynek".

Na giełdzie paryskiej, gdzie indeks CAC-40 zyskał 0,48%, w cenie nadal były papiery koncernu wodociągowego Suez. Spółka już kilka dni temu uzyskała zgodę od władz rynkowych na sprzedaż prawie 40-proc. udziału w stacji telewizyjnej M6-Metropole Television. Londyński FT-SE 100 spadł natomiast w czwartek o 0,21% - pociągnęły go w dół spółki branży medialnej, takie jak Daily Mail & General Trust, Granada czy Carlton Communications. Zaszkodził im raport mówiący o tym, że nie ma oznak ożywienia na rynku reklamowym. Ogólnie negatywnie na nastroje inwestorów w Londynie wpłynęła też informacja o spadku do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy zaufania brytyjskich konsumentów.

W naszym regionie nieznacznie zyskały wskaźniki giełd w Budapeszcie i Pradze, natomiast o 1% obniżył się moskiewski RTS. Taniały przede wszystkim akcje koncernu naftowego Jukos. Wczoraj znów w siedzibie spółki pojawili się przedstawiciele prokuratury, która bada czy nie doszło w niej do malwersacji finansowych.