Największy wpływ na wzrost zainteresowania inwestowaniem w strefach ma zbliżające się wejście Polski do UE. Przedsiębiorcy mają już zagwarantowaną stabilność prawa. Inwestorzy wiedzą, na jakich warunkach mogą inwestować i jak będzie naliczana pomoc państwa. Dodatkowo, po wejściu do UE lokowanie w naszym kraju będzie łatwiejsze ze względów prawnych. Zainteresowanie może wzrosnąć, więc lepiej już teraz zapewnić sobie miejsce na budowę nowej fabryki. Ceny ziemi z pewnością pójdą w górę.
Obecny boom kończy dwuletni okres marazmu. Od stycznia 2001 r. do końca 2002 r. w 14 strefach wydano zaledwie 72 zezwolenia, czyli rocznie na jedną strefę przypadały ponad dwie zgody. Najważniejszą przyczyną zastoju był kryzys gospodarczy. Firmy cięły koszty i rezygnowały z inwestycji, odkładając je na lepsze czasy. Przywileje podatkowe nie były wystarczającym argumentem. Większość myślała o przetrwaniu, a nie o przyszłych zyskach. Do bessy przyczyniła się także - wymuszona przez Komisję Europejską - zmiana warunków działania firm w strefach. Brak stabilności prawnej powodował, że przedsiębiorcy nie byli skłonni do inwestowania. Do marca tego roku 383 firmy ulokowali 13,7 mld złotych.
Co dały strefy-
Dotychczas w 14 strefach stworzono około 50 tysięcy nowych miejsc pracy. Wprawdzie przedsiębiorcy deklarowali, że zatrudnienie będzie o 10 tys. wyższe, jednak z różnych przyczyn planów nie zrealizowano. W strefach mieleckiej i wałbrzyskiej, czyli rejonach szczególnie dotkniętych bezrobociem, inwestorzy stworzyli odpowiednio 7,3 i 6,3 tys. miejsc pracy.
- Strefa to doskonały pomysł, który pomógł miastu - mówi Ewa Frąckowiak, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Wałbrzychu. - Jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z bezrobociem - przyznaje. W wielu wypadkach nowe miejsca pracy przeznaczone są dla ludzi młodych. Dzięki temu choć w części udaje się powstrzymać ich migrację do atrakcyjniejszych regionów. Bezrobocie wciąż jest jednak duże, ponieważ pracy nie mogą znaleźć ludzie powyżej 40 roku życia.