W minionym tygodniu Amerykanom udało się odwlec zatwierdzenie wyroku sądowego Światowej Organizacji Handlu (WTO), uznającego cła za nielegalne. O wydanie takiego orzeczenia zabiegały Unia Europejska, Japonia i inni eksporterzy stali. Bruksela ostrzegła już Waszyngton, że w ciągu pierwszych pięciu dni po uprawomocnieniu się wyroku obciąży sankcjami, importowane z USA, cytrusy, tkaniny, maszyny rolnicze i inne towary o łącznej wartości 2,2 mld USD.
Do zniesienia ceł namawiał Busha brytyjski premier Tony Blair w czasie niedawnego spotkania w Londynie, a na początku listopada zabiegał o to w Waszyngtonie unijny komisarz ds. handlu Pascal Lamy. Amerykańska administracja nałożyła cła na stal przed 20 miesiącami i miały one obowiązywać do końca marca 2005 r. Cła miały dać czas producentom stali ze stanów Pensylwania, Ohio, Wirginia Zachodnia i Michigan dać czas na konsolidację i restrukturyzację. Wcześniej spadek cen przyczynił się do bankructwa ponad 30 amerykańskich hut od 1997 r.
Wycofanie się z ceł na 16 miesięcy przed planowanym końcem ich obowiązywania może pogorszyć szanse Busha w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Te cztery stany dają bowiem 63 z 270 głosów w Kolegium Elektorskim potrzebnych do zwycięstwa w wyborach, a zniesienie ceł może spowodować likwidację nawet 50 tys. miejsc pracy. W 2000 r. Bush wygrał o 6 pkt proc. w Wirginii Zachodniej i o 1 pkt w Ohio. W pozostałych dwóch "stalowych" stanach przegrał. Od 1900 r. żaden republikanin nie wygrał wyścigu do Białego Domu, nie mając poparcia w Ohio. Mimo to doradcy prezydenta doszli do wniosku, że większym ryzykiem byłaby wojna handlowa z Unią i Japonią.
Zwłaszcza że niedawno Amerykanie zdecydowali się na podjęcie protekcjonistycznych kroków wobec Chin, ograniczając import tkanin i telewizorów. Pekin zapowiedział retorsje.