W raporcie przedstawionym przez prawnika Otto Rydbecka znajduje się stwierdzenie, że "niektórzy członkowie zarządu zachowywali się zdecydowanie nieetycznie i prawdopodobnie dokonywali przestępstw o charakterze kryminalnym". O. Rydbeck podkreślił, że sprawozdanie ze śledztwa zostało przekazane prokuraturze.

Wśród zarzutów postawionych byłemu zarządowi spółki znajdują się m.in.: tajne wypłacenie premii dla kierownictwa w wysokości 600 mln koron (80 mln USD), finansowanie ze środków firmy remontów prywatnych posiadłości zarządu oraz nielegalna transakcja sprzedaży jednostki zarządzania aktywami należącej do działu ubezpieczeń na życie - Skandia Liv. Nabywcą tych aktywów został norweski bank DnB Holding.

Prezes Skandii Bengt Braun zareagował na opublikowane wczoraj wyniki wewnętrznego śledztwa natychmiastową rezygnacją. Jego miejsce ma zająć Bjoern Bjoernsson. O. Rydbeck zapowiedział już, że do odpowiedzialności zostaną pociągnięci trzej byli członkowie zarządu Skandii - Lars-Eric Petersson, Ulf Spaang i Ola Ramstedt. Akcjonariusze Skandii, wśród których znajdują się m.in. fundusz emerytalny Alecta Pensionsfoersaekring i holding Industrivaerden AB, wystosowali żądanie, aby w ślad za Bengtem Braunem do dymisji podał się też cały obecny zarząd towarzystwa ubezpieczeniowego.

Dyrektorem generalnym Skandii jest od ubiegłego miesiąca Hans-Erik Andersson. Postawiono mu zadanie poprawy wyników spółki i przywrócenia zaufania inwestorów. Lars-Eric Petersson został zwolniony już w kwietniu br. ze względu na słabe wyniki spółki. Trzyletnia giełdowa bessa spowodowała, że spadła sprzedaż Skandii, a akcje skandynawskiej spółki gwałtownie staniały. Wczoraj na wieść o dymisji prezesa ich notowania wzrosły w pierwszej połowie sesji na giełdzie w Sztokholmie o ponad 2%.