Reklama

Prywatne ubezpieczenia pomogą uzdrowić system

Z Adamem Kruszewskim, dyrektorem inwestycyjnym Enterprise Investors, członkiem rady nadzorczej sieci klinik Medycyna Rodzinna, rozmawia Tomasz Brzeziński

Publikacja: 02.12.2003 09:56

Z czego biorą się bolączki publicznego systemu opieki zdrowotnej-

Moim zdaniem, z dwóch rzeczy. Z niezdefiniowanej roli Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), który dzisiaj nie występuje jako typowy ubezpieczyciel, reprezentujący wyłącznie interesy ubezpieczonych. Obecnie NFZ jest na rozdrożu. Rzeczywiście, stara się działać w interesie ubezpieczonych, czyli kupuje jak najtaniej jak najlepsze usługi medyczne, ale jednocześnie jest źródłem subsydiów dla publicznych zakładów opieki zdrowotnej (świadczeniodawców). I mówi im: "nieważne jest to, czy jesteś dobry, czy zły, ważne jest to, żebyś nie upadł". Jest to rodzaj schizofrenii, która powoduje, że sytuacja w sektorze usług medycznych jest coraz gorsza.

Co trzeba zrobić, aby przerwać to błędne koło-

Musi nastąpić pełne oddzielenie płatnika od świadczeniodawcy. Płatnik, czyli NFZ, nie powinien być w ogóle odpowiedzialny za to, czy zakłady opieki zdrowotnej istnieją, czy nie.

W grę wchodzą, jak rozumiem, upadłości ZOZ-ów"

Reklama
Reklama

Fundusz nie powinien w ogóle zajmować się tym, czy ZOZ-y upadną, czy nie. To jest ich sprawa oraz ich organów założycielskich.

Co jest drugą bolączką

systemu"

Postawa świadczeniodawców. Traktują oni NFZ jako dawcę pieniędzy, czyli taki swoisty wentyl bezpieczeństwa, który zawsze pozwoli im przeżyć. Z drugiej strony, nie mają mocnego organu założycielskiego, czyli po prostu właściciela. Na razie placówki publicznej służby zdrowia traktują samorządy (to one są najczęściej organami właścicielskimi - przyp. redakcji) w ten sposób, że nawet jeśli się zadłużą ponad miarę, to "właściciel" i tak w końcu zwróci te pieniądze.

Brak jest odpowiedniego nadzoru właścicielskiego, tak jak jest to w prywatnych przedsiębiorstwach"

Tak. W normalnych warunkach właściciel kontroluje swoje firmy i w sytuacji, gdy się nie bilansują, to upadają. On, jeśli to tego dopuści - traci zainwestowane pieniądze. Natomiast publiczne szpitale i przychodnie nie boją się kontroli ze strony właściciela, bo wiedzą, że i tak w końcu pokryje on powstały deficyt. To powoduje, że publiczny sektor ochrony zdrowia cechuje bardzo duża nieefektywność. Brak silnego nadzoru i mechanizmów promujących efektywność ze strony Funduszu powoduje, że koszt wytworzenia takich samych usług jest w niektórych ZOZ-ach wyższy o 50-100% niż w innych, i płatnik (czyli w rezultacie my) płaci znacząco różne ceny. Przypomina to trochę subsydiowanie rolnictwa przez różne państwa, z tą jednak różnicą, że tu mamy chętnych lokalnych rolników prywatnych, chcących produkować taniej. Ale płatnik świadomie kupuje od państwowych gospodarstw.

Reklama
Reklama

Zewsząd słychać narzekania, że służba zdrowia ma za mało środków. Przypomnijmy przy tym, że budżet NFZ to 33 (chyba 30") mld zł, kolejne 6 mld zł wynosi zadłużenie jednostek służby zdrowia. Czy tych pieniędzy jest rzeczywiście za mało`

Wszystko zależy od tego, jakie są oczekiwania wobec służby zdrowia. Podam przykład. Jeśli ma pan w kieszeni 200 zł i ktoś spyta, czy stać pana na nocleg w hotelu, to co może pan odpowiedziećE Jeśli zdecyduje się pan na hotel średniej klasy - suma będzie wystarczająca, jeśli wybierze pan np. Marriotta, to pieniędzy na pewno zabraknie. Podobnie jest ze służbą zdrowia. Stać nas na usługi na przyzwoitym średnim poziomie, nie stać na te z górnej półki.

Dlatego, ażeby móc powiedzieć, czy tych pieniędzy jest za mało, musimy określić, czego domagamy się od służby zdrowia.

Czy, Pańskim zdaniem, za 30 mld zł, będące w dyspozycji Narodowego Funduszu Zdrowia, Polacy mogliby otrzymać usługi na przyzwoitym średnim poziomie-

Nie chcę odpowiadać, jak Pytia. Musiałby pan określić, co to jest dobrej jakości opieka medyczna. Jeśli spodziewa się pan usługi na poziomie hotelu trzygwiazdkowego, to tyle środków z pewnością wystarczy. Gdy poprzestanie pan na standardzie dwugwiazdkowym, to z pieniędzy będących w gestii NFZ można by spłacić również narosłe zadłużenie. Natomiast jeśli oczekuje pan usług na wyższNiestety, w tej chwili oczekiwania społeczeństwa są takie, że domaga się noclegu w hotelu o wyższym standardzie, mimo że szef NFZ ma pieniądze tylko na hotel trzygwiazdkowy. Moim zdaniem, jest to główny problem.

Nie chce Pan powiedzieć, że "zapyziałe" polskie szpitale to hotele trzygwiazdkowe- Wygląda na to, że przynajmniej część przekazywanych środków jest marnotrawiona.

Reklama
Reklama

Rzeczywiście, to, jak wyglądają, wynika głównie z niskiej efektywności wykorzystywania środków.

Jak można to zmienić-

Po pierwsze, szpitali jest za dużo w stosunku do pieniędzy, które są w gestii NFZ. Żeby podnieść standard świadczonych usług, trzeba zmniejszyć liczbę placówek. Jeśli w danym mieście są dwa szpitale, a pacjentów tylu, że wystarczyłby jeden, to utrzymywanie obu placówek na odpowiednim poziomie zawsze będzie prowadzić do powstawania strat. Jeśli chcemy mieć usługi na średnim poziomie, musimy zrezygnować z dalszego utrzymywania jednej takiej placówki. W innym razie, każda z nich, ze względu na niską efektywność, będzie źródłem strat.

Jak Polska wygląda pod względem liczby łóżek szpitalnych na tle innych krajów, czy to wstępujących do Unii Europejskiej, czy też wysoko rozwiniętych"

Zawsze staram się porównywać Polskę do najbardziej efektywnych krajów. Dzisiaj mamy znacznie więcej łóżek, niż np. Hiszpania, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, a dużo mniej pieniędzy niż te kraje. Średni okres pobytu pacjenta w szpitalu w Stanach Zjednoczonych wynosi pięć dni, u nas dziewięć. Gdyby więc publiczna służba zdrowia była bardziej efektywna - pacjent byłby obsługiwany i leczony szybciej, dzięki temu wcześniej wracałby do domu - moglibyśmy zlikwidować około jednej trzeciej łóżek szpitalnych.

Reklama
Reklama

Z tego, co Pan mówi, wynika, że około 30% środków przeznaczanych na publiczną ochronę zdrowia jest wykorzystywanych nieefektywnie.

Nie chciałbym wypowiadać tak kategorycznych stwierdzeń, lecz patrząc przez pryzmat długości pobytu, być może.

To ponad 10-11 mld zł!!!

Trudno zaprzeczyć. Uważam, że gdybyśmy mieli do czynienia z zachowaniami bardziej rynkowymi, a nie, jak obecnie, gospodarką właściwie centralną w sektorze usług medycznych, to za 30 mld zł, które są w dyspozycji NFZ, moglibyśmy otrzymać usługi na dużo wyższym poziomie. Także limity tych usług nie wyczerpywałyby się tak, jak teraz na początku listopada.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama