Problem wynika z zapisów ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, która ma wejść w życie od początku 2004 r. Zmienia ona limity odpowiedzialności zakładów ubezpieczeń w zakresie ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, dostosowując je do zapisów IV dyrektywy komunikacyjnej. Zgodnie z jej wymogami, ubezpieczyciele odpowiadają za szkody majątkowe z tytułu komunikacyjnego OC w wysokości 200 tys. euro, a za szkody osobowe 350 tys. euro na osobę, przy czym zniesiono limit odpowiedzialności na zdarzenie.
Problem z reasekuracją
Odpowiedzialność finansowa firm ubezpieczeniowych może być praktycznie nieograniczona, jeśli w wypadku komunikacyjnym zostanie poszkodowanych dużo osób (łączny limit - majątkowy i osobowy - na jedno zdarzenie wynosi 600 tys. euro). Brak limitu odpowiedzialności sprawia, że krajowi ubezpieczyciele mają problemy z uzyskaniem ochrony swoich portfeli komunikacyjnych w firmach reasekuracyjnych. Swoje stanowiska usztywnili ponoć dwaj najwięksi reasekuratorzy - Swiss Re i Munich Re. Ich zdaniem, nie ma mowy o tym, żeby polskim towarzystwom udzielić nielimitowanej ochrony związanej ze szkodami osobowymi, powstałymi z tytułu komunikacyjnych polis OC. Proponują limitowanie na poziomie 10-15 mln euro (46,5-69,8 mln zł) na jedno zdarzenie, i to tylko dla dużych zakładów ubezpieczeń. Może to oznaczać, że mniejsze towarzystwa mogą mieć problemy ze znalezieniem reasekuratora, który zgodzi się z nimi dzielić ryzyko.
Sztywne ograniczenia
Brak ochrony reasekuracyjnej powoduje, że krajowe zakłady ubezpieczeń mogą mieć problemy ze spełnieniem wymogów bezpieczeństwa, zawartych w ustawie o działalności ubezpieczeniowej. Artykuł 48a obecnej ustawy, a w nowej ustawie art. 157.1, mówi, że suma ubezpieczenia od pojedynczego ryzyka na udziale własnym nie może przekroczyć 25% łącznej wysokości rezerw techniczno-ubezpieczeniowych i kapitału własnego. Może to oznaczać możliwość utraty licencji na sprzedaż polis OC komunikacyjnego.