Od czerwca Bank Węgier prawie podwoił wysokość podstawowej stopy procentowej. Po raz ostatni, podniósł oprocentowanie w piątek, i to aż o 300 pkt bazowych, do poziomu 12,5%, najwyższego wśród wszystkich 10 krajów wstępujących 1 maja 2004 r. do UE. Zamierzonych efektów jednak nie osiągnął. Forint nadal się osłabia wobec euro, a zagraniczni inwestorzy wyprzedają węgierskie obligacje (rentowność papierów o terminie wykupu w 2006 r. wczoraj przekraczała już 13%). W środę też ministerstwo finansów nie zdołało sprzedać 6-miesięcznych bonów skarbowych o wartości 30 mld forintów. Od września zagraniczni inwestorzy wycofali z Węgier prawie 700 mln USD.

W środę po południu euro kosztowało ponad 271 forintów, podczas gdy rząd chciałby utrzymać jej notowania w przedziale 250-260 forintów. Minister finansów Csaba Laszlo wciąż jednak kontynuuje kampanię na rzecz mocnej waluty. Chodzi mu przede wszystkim o utrzymanie w ryzach inflacji, by stworzyć warunki do wprowadzenia euro już w 2008 r.

- Moim zdaniem, rząd powinien zaprzestać obrony forinta i zrezygnować z wysiłków, aby za wszelką cenę wprowadzić szybko euro - mówi Zsolt Papp, ekonomista londyńskiego oddziału ABN Amro. Jego zdaniem, osłabienie waluty sprawiłoby m.in., że import stałby się droższy, co zmniejszyłoby deficyt na rachunku rozliczeń bieżących i poprawiło konkurencyjność eksportu. - To, co robi teraz bank centralny, to działania na krótką metę, które i tak nie przynoszą oczekiwanych korzyści. Należy skupić się na fundamentach gospodarki - podkreśla Dwyfor Evans, specjalista od rynków wschodzących z oddziału Bank of America w Londynie.