Mocny poniedziałkowy wzrost w kolejnych dniach nie znalazł kontynuacji. Dwa dni przebiegły spokojnie, a w czwartek bykom puściły nerwy. Spadek był na tyle dotkliwy, że w piątek nie udało się go zanegować.
Będzie bykom trudno powrócić na ścieżkę wzrostu, ale nie jest to niemożliwe. Na początku tygodnia wykres cen wyskoczył ponad poziom ostatniego lokalnego szczytu. Można zatem uznać, że obecnie poziom tego szczytu jest wsparciem. W piątek faktycznie w tych okolicach zniżka się zatrzymała. Nie przypadkiem poziom ten bezpośrednio sąsiaduje z dołkiem z końca września tego roku. Przed dwoma tygodniami niedźwiedziom udało się zejść poniżej tej wartości, a w tym tygodniu rynek ponownie znalazł się wyżej, negując wcześniejsze sygnały podwójnego szczytu. Warto także zauważyć, że w piątek w tych okolicach przebywała średnia krocząca. Samo nagromadzenie czynników, które mogły pomóc nie jest jeszcze ważne. Ważniejsze wydaje się to, że ceny nie spadły niżej, że wsparcie okazało się skuteczne. Można więc przypuszczać, że popyt ponownie będzie się starał przeprowadzić atak. Piątkowy był raczej mizerny i mógł jedynie odstraszyć ewentualnych chętnych do zajęcia długich pozycji. Jednak fakt, że mimo to podaż nie była w stanie przełamać wsparcia, jest budujący.
Co popyt może osiągnąć, jeśli uda mu się skutecznie zaatakować? Pierwszym poziomem, który sprawi bykom kłopot, to czwartkowa konsolidacja. W piątek nawet nie udało się do niej zbliżyć. To twardy orzech do zgryzienia. Jeśli uda się bykom pokonać go, to szybko ceny znajdą się w bezpośrednim sąsiedztwie szczytu w okolicy 1540 pkt. Wyjście na nowe maksy będzie już bardzo trudne. To jest już poziom 62-proc. zniesienia listopadowej fali spadków.